niedziela, 1 marca 2015

Zapleciona kamizelka

Gdyby ktoś jeszcze dwa lata temu powiedział mi, że wydziergam sobie takie coś do noszenia, to bym go wyśmiała. No ale w moim życiu było już wiele takich "gdyby", że nie powinnam się dziwić. W ubiegłym miesiącu Intensywnie Kreatywna ogłosiła wyzwanie warkoczowe i zaczęłam się zastanawiać, co chciałabym zrobić. Pomysłów było wiele i chęci również. Zamarzyła mi się od razu poduszka z poszewką na drutach, chusta z warkoczami, skarpety i nie wiadomo co jeszcze. Przeglądając jedną z moich książek trafiłam na taką oto kamizelkę i ona najbardziej do mnie przemówiła. 


Chciałam, aby podobnie jak ta kamizelka w książce, moja powstała z włóczki typu Tweed. Wybrałam YarnArt Merino Tweed w kolorze 383. W trakcie robienia okazało się, że trzy motki do za mało. Z trudem dokupiłam dodatkowe motki, gdyż włóczka ta nie jest już produkowana.
Model w książce zrobiony dla osoby o obwodzie w biuście niespełna 90 cm. Dla mnie trzeba było dołożyć kolejne 20 cm. Pierwszy raz robiłam tego typu kombinacje. Obawiałam sie, żeby kamizelka nie wyszła zbyt długa. Chyba dopisało mi szczęście początkujących. Kamizelka została skończona wczoraj, a dzisiaj zadebiutowała na przedwiosennym spacerze. Sprawdziła się znakomicie. Zastanawiam się tylko, jak ta włóczka zachowa się w praniu. Pierwszy raz  zmierzyłam się z zakańczaniem elastycznych brzegów. Jeśli chodzi o dziewiarstwo, to jeszcze mam sporo do zgłębienia, ale z kamizelki jestem jak na razie zadowolona. Efekt zachęca mnie również do kolejnych prób odzieżowych. Inspiracji generalnie mi nie brakuje i praktycznie od razu mogłabym wydziergać zapleciony golfik, ale chyba chwilowo dam sobie odpocząć od warkoczy, A odnośnie splotu warkoczowego, to próbowałam używać specjalnego drutu to warkoczy, ale zwykłe spuszczanie i zamienianie oczek bez specjalnego narzędzia wychodziło mi znacznie lepiej.




niedziela, 22 lutego 2015

Mozolnie i powoli

Dwa tygodnie temu zaczęłam dziergać kamizelkę. Mam już prawie cały przód i prawie cały tył, ale jakoś wszystko idzie mi mozolnie. Chyba mam jakieś wiosenne przesilenie robótkowe i nie mogę za długo nad niczym siedzieć w bezruchu. Nie wiem, czy w najbliższych dniach uda mi się skończyć. W trakcie robienia kamizelki okazało się, że włóczka z której powstaje: YarnArt Merino Tweed już nie jest produkowana, ale jakimś cudem udało mi się trochę dokupić. Już wiem, że będzie bardzo ciepła, bo odkąd tył osiągnął słuszny rozmiar moja kocica przesiaduje tylko na nim, dlatego też robótka nie jest przetykana tylko tweedowymi zgrubieniami, ale również kocią sierścią. A może z resztek, które zostaną może zrobić mini kocyk dla kota?
Kamizelka jest również moim pierwszym doświadczeniem odzieżowym (kołowca nie liczę) i mam nadzieję, że mój pomysł powiększenia rozmiaru przez zastosowanie grubszej włóczki sprawdzi się.

niedziela, 8 lutego 2015

Serwetka na drutach - nie taki diabeł straszny

Od dobrych dwunastu lat przymierzam się do popełnienia serwety na drutach. Mniej więcej tyle lat temu pewna Ela z Poznania pokazała mi jak taką serwetę zacząć. Ale jak to u mnie pomysł goni pomysł, kilka rozgrzebanych prac to standard, a z serwetą na drutach jakoś mi do tej pory nie było po drodze.
Nawet w styczniu po raz drugi korzystałam z uprzejmości koleżanek które pokazywały mi jak zaczynać serwetkę i nawet jak zrobić to korzystając z magic loop, ale doba była za krótka.
Tymczasem dzięki ogłoszonemu przez Intensywnie Kreatywną wyzwaniu, serwetka powstała w tempie błyskawicznym. To naprawdę dobry projekt, żeby zacząć swoją przygodę z serwetkami na drutach, tak przynajmniej po tym jednym zadaniu uważam.
Serwetka została wykonana z kordonku Kordonet 10 i po wypraniu i naciągnięciu ma średnicę 25 cm.
Przy blokowaniu serwetki korzystałam oczywiście ze swojej "pajęczynki". Po raz kolejny sprawdziła się znakomicie i każdemu, kto kocha serwetki takie rozwiązanie polecam.

Już wiem, że jestem gotowa, żeby sięgnąć po jakiś większy, acz niezbyt skomplikowany wzór. Oczywiście marzy mi się Niebling, ale nie od razu Kraków zbudowano.

A w tle mój frywolitkowy ufok, którego zaczęłam wcześniej niż pisanie bloga i przez ostatni rok nie tknęłam. Może przed kolejną wiosną warto by po tą pracę sięgnąć. Tymczasem na dzień dzisiejszy z robótek ręcznych przewiduję wyłącznie odśnieżanie.

niedziela, 1 lutego 2015

Serwetka nie całkiem kwadratowa

Tegoroczny styczeń upłynął mi pod znakiem robótek szydełkowych. Do tej pory nie popełniłam szydełkiem chyba żadnej części garderoby, więc w sposób naturalny powstały serwetki i zazdroska, która jest dla mnie nowością. W długie zimowe wieczory praca z białymi nićmi jest bardzo przyjemna, a Kordonet po raz kolejny sprawdził się doskonale. Tym razem powstała serwetka, która jest połączeniem koronki szydełkowej z śnieżnobiałym kawałkiem lnu. Koronka dla odmiany nie jest siatkowa, a dzierganie jej wymagało sporego skupienia, bo kolejne sekwencje nie były oczywiste.  Był moment, kiedy musiałam spruć ze trzy rzędy, oj był to wielki ból, ale nie było rady. 


Przy tej serwetce najważniejsze jest, żeby dobrze zacząć, gdyż błąd na początku polegający na złym rozliczeniu obrębku, wykonanie go zbyt gęsto lub zbyt rzadko jest nie do odrobienia. Nie należy zakładać że wkłuwa się szydełko co jakąś konkretną ilość nitek, gdyż w tkaninie rzadko gęstość nitek wątku i osnowy jest taka sama. W rezultacie możemy otrzymać serwetkę nie kwadratową, a prostokątną, a przecież nie o to nam chodzi.


Przedstawiony wzór był publikowany w różnych czasopismach robótkowych. Ja zarejestrowałam, że pojawił się w Moje Robótki 6/2014, ale również w Burda Special E252 Robótki ręczne 1-2/1994 KORONKI. Ten ostatni zeszycik zawiera naprawdę bardzo wiele przepięknych wzorów.


Korzystając z okazji i trochę zmieniając temat chciałam Wam pokazać co dzisiaj było widać znad mojej zazdroski. W ogródku sąsiadów pasł się najprawdziwszy bażant. Normalnie nie mogłam oczu oderwać i wyjść z podziwu, że ja nie wychodząc z domu mogę na żywo coś takiego zobaczyć.

czwartek, 29 stycznia 2015

Narzędzie, czy ozdoba?

Gdy w sierpniu ubiegłego roku miałam w ręku wykonane z rogu i inkrustowane masą perłową czółenko, miałam wrażenie, że trzymam w ręku klejnot.
Z jednej strony wyglądało na bardzo ergonomiczne, a z drugiej chciało się go powiesić na szyi jako ozdobę. 
Jedno z takich czółenek znalazłam w ostatnie święta pod choinką. Moja radość nie zna granic. Mała rzecz, a cieszy.
Pierwsze próby dziergania tym cudem wypadły bardzo pozytywnie. Oczywiście jest ono dla osób, które lubią czółenka z czubkiem. Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt często tego czubka używać. Chwilowo jednak prace czółenkowe rzuciłam w kąt i dziergam na szydełku, ale frywolitka chyba nie będzie musiała na mnie zbyt długo czekać.

sobota, 24 stycznia 2015

Wymarzona zazdroska

Jakoś nie planowałam robienia sobie zazdroski do okna, ale gdy zobaczyłam ten wzór pochodzący z pisma Diana Robótki Extra 2/2011 Zazdroski, to nie mogłam spać spokojnie. Zachorowałam na zazdroskę. Gdy już ją zaczęłam, odwiedziłam moją koleżankę Irenkę i na widok tego, co zobaczyłam w jej oknach oszalałam już zupełnie. Ta kobieta ma zazdroski we wszystkich baaardzo wielu oknach, jakie ma w swoim domu. Irenka poradziła mi, żeby górny brzeg zrobić w sposób umożliwiający wciągnięcie drążka, choć w oryginalnym wzorze tego nie było. Tak też zrobiłam. Sprułam i zaczęłam jeszcze raz. Nie zadałam sobie jednak trudu, aby pójść do sklepu i przyjrzeć się drążkowi. W końcu zdecydowałam się na taki, jak na zdjęciu, który był za gruby aby wciągnąć w otwory. Ostatecznie jest wersja z żabkami. Przy okazji kolejnych świąt wypróbuję zawieszenie na szyfonowych wstążkach, które mam nadzieję będą pełniły dodatkowo rolę dekoracyjną.
Nici: czeski kordonek KORDONET 30 835m/100 g, poszło tego trochę ponad 4 motki czyli jakieś 670 m. Bardzo dobrze się nim robi i praca zachowuje sztywność. Nadaje się również do frywolitki.

wtorek, 6 stycznia 2015

Biały początek roku

Jeszcze w pierwszy dzień Bożego Narodzenia za oknem było szaro i ponuro, ale już dzień później spadł śnieg i na świecie zrobiło się nieco jaśniej. Choć ten śnieg szybko stopniał, to znowu napadało, a dwa dni temu mieliśmy nawet śnieżną burzę. Biało ostatnio zrobiło się w mojej szufladzie z robótkami. 
Na grudniowym spotkaniu robótkowym zaczęłam serwetkę na szydełku, którą w pierwszej kolejności chciałam zrobić z japońskiej książki z wzorami szydełkowymi. Dwa ostatnie tygodnie grudnia to dla mnie nie był czas na robótki ręczne, a może inaczej, był to czas na takie bez użycia nitek. Znów nie zrobiłam żadnej ozdoby choinkowej, więc chyba będę nadganiać jeszcze w karnawale, żeby coś było na tegoroczne Boże Narodzenie. Trochę czasu jeszcze zostało. Tymczasem w pierwszych dniach tego roku udało mi się skończyć prostą białą uroczą serwetkę. Serwetka wg książki ma 52 cm średnicy, ale ta moja jest nieco mniejsza, bo jej średnica wynosi 37 cm, 
Zaczęłam już pracować nad kolejną pracą, która zaczęta jeszcze w sierpniu leżała sobie i czekała na moje zainteresowanie. Niespodziewany zastrzyk mobilizacji sprawił, że znów po nią sięgnęłam. Zaczęłam od całkowitego sprucia i rozpoczęcia od nowa, ale o tej pracy napiszę w jednym z następnych wpisów.
Pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga i życzę Wam na ten rok dużo weny i zapału do robótek. Mamy jeszcze 360 dni na ich realizację.