Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czółenko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czółenko. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 stycznia 2015

Narzędzie, czy ozdoba?

Gdy w sierpniu ubiegłego roku miałam w ręku wykonane z rogu i inkrustowane masą perłową czółenko, miałam wrażenie, że trzymam w ręku klejnot.
Z jednej strony wyglądało na bardzo ergonomiczne, a z drugiej chciało się go powiesić na szyi jako ozdobę. 
Jedno z takich czółenek znalazłam w ostatnie święta pod choinką. Moja radość nie zna granic. Mała rzecz, a cieszy.
Pierwsze próby dziergania tym cudem wypadły bardzo pozytywnie. Oczywiście jest ono dla osób, które lubią czółenka z czubkiem. Mam nadzieję, że nie będę musiała zbyt często tego czubka używać. Chwilowo jednak prace czółenkowe rzuciłam w kąt i dziergam na szydełku, ale frywolitka chyba nie będzie musiała na mnie zbyt długo czekać.

niedziela, 1 czerwca 2014

Trzy i pół okrążenia w jeden dzień

Renulkowa serwetka leżała odłogiem dobre dwa tygodnie z okładem. Ale w piątek przyszedł na nią czas i próbowałam nadrobić zaległości. Miałam sporo wolnego czasu w podróży i odreagowałam stresy minionego miesiąca machając czółenkiem. To bardzo dobry sposób na rozładowanie złej energii. Przynajmniej dla mnie. Korci mnie, aby w ósmym okrążeniu coś pokombinować, ale jeszcze nie zdecydowałam się ostatecznie. Nie jest to jedyna robótka nad którą pracuję. Ostatnio zamarzyła mi się apetyczna serwetka płócienna obrabiana na szydełku. A dlaczego apetyczna? Może zobaczycie już w następnym poście. I jeszcze pochwalę się, że w ostatnim tygodniu mój zbiór czółenek powiększył się o pięć nowych, każde w innym kolorze. Bardzo wygodnie się nimi robi.

niedziela, 2 lutego 2014

W poszukiwaniu czółenka idealnego

Gdy dziesięć lat temu zaczynałam swoją przygodę z frywolitką, jeśli idzie o czółenka, nie było w czym wybierać. W sklepach było do kupienia tylko czółenko plastikowe rozkładane (5) i choć w ręce leżało całkiem nieźle, to nie dało się na nie nawinąć zbyt wiele nici. 
Drugim czółenkiem, którego posiadaczką stałam się w pierwszych miesiącach zabawy z czółenkiem, było czółenko drewniane (4) robione przez stolarza w Wielkopolsce. Jest fantastyczne, ale moje zużyło się trochę i wyszczerbiło. Myślę, że po remoncie generalnym, który planuję, będzie się dalej nadawało do pracy. 
Od dawna było też dostępne czółenko z szydełkiem, które miało zapasową szpuleczkę (8, 8a), ale dla mnie kompletnie się nie sprawdziło i zdecydowanie nie lubię nim robić. Jednym z moich ulubionych jest "bursztynowe" PRYM. Co prawda nawijanie jest trochę uciążliwe, bo jego końcówki dość ciasno się schodzą, za to biorąc pod uwagę wielkość, wchodzi dość sporo nici, a czółenko nie rozwija się. 
Bardzo lubię też czółenka Clover. Swoje kupiłam w nieistniejącej już pasmanterii na terenie Blue City w Warszawie i są jednymi z moich ulubionych, ale z racji tego że lubią się rozwijać, używam ich wyłącznie do niewielkich elementów.
W ubiegłym roku odkryłam Starlit (10, 11). Są dość duże, ale świetnie sprawdzają się w czasie długich podróży, kiedy nawijanie byłoby dość kłopotliwe. Chyba wolę te bez dzióbka, bo przy tym rozmiarze czółenka nie jest on do niczego przydatny, no może być w przypadku grubszej nitki. Pod numerem 9 kryje się narzędzie (to raczej widełki, niż czółenko) do wzorów celtyckich, piętnastka do gigantycznie Tatsy. Wczoraj wymyśliłam, że wypróbuję je do frywolitki mieszanej, gdzie część wzoru będę robić szydełkiem, a część czółenkiem, ciekawe co mi wyjdzie z tego mariażu? Siódemka to czółenko zakupione przeze mnie w jednym z czeskich muzeów, bezpośrednio od osoby, która je robiła. Robi się nim dobrze, ale trzeba uważać, żeby nie pobrudzić nitki. 
A jakie jest Wasze ulubione?