Gdy dziesięć lat temu zaczynałam swoją przygodę z frywolitką, jeśli idzie o czółenka, nie było w czym wybierać. W sklepach było do kupienia tylko czółenko plastikowe rozkładane (5) i choć w ręce leżało całkiem nieźle, to nie dało się na nie nawinąć zbyt wiele nici.
Drugim czółenkiem, którego posiadaczką stałam się w pierwszych miesiącach zabawy z czółenkiem, było czółenko drewniane (4) robione przez stolarza w Wielkopolsce. Jest fantastyczne, ale moje zużyło się trochę i wyszczerbiło. Myślę, że po remoncie generalnym, który planuję, będzie się dalej nadawało do pracy.
Od dawna było też dostępne czółenko z szydełkiem, które miało zapasową szpuleczkę (8, 8a), ale dla mnie kompletnie się nie sprawdziło i zdecydowanie nie lubię nim robić. Jednym z moich ulubionych jest "bursztynowe" PRYM. Co prawda nawijanie jest trochę uciążliwe, bo jego końcówki dość ciasno się schodzą, za to biorąc pod uwagę wielkość, wchodzi dość sporo nici, a czółenko nie rozwija się.
Bardzo lubię też czółenka Clover. Swoje kupiłam w nieistniejącej już pasmanterii na terenie Blue City w Warszawie i są jednymi z moich ulubionych, ale z racji tego że lubią się rozwijać, używam ich wyłącznie do niewielkich elementów.
W ubiegłym roku odkryłam Starlit (10, 11). Są dość duże, ale świetnie sprawdzają się w czasie długich podróży, kiedy nawijanie byłoby dość kłopotliwe. Chyba wolę te bez dzióbka, bo przy tym rozmiarze czółenka nie jest on do niczego przydatny, no może być w przypadku grubszej nitki. Pod numerem 9 kryje się narzędzie (to raczej widełki, niż czółenko) do wzorów celtyckich, piętnastka do gigantycznie Tatsy. Wczoraj wymyśliłam, że wypróbuję je do frywolitki mieszanej, gdzie część wzoru będę robić szydełkiem, a część czółenkiem, ciekawe co mi wyjdzie z tego mariażu? Siódemka to czółenko zakupione przeze mnie w jednym z czeskich muzeów, bezpośrednio od osoby, która je robiła. Robi się nim dobrze, ale trzeba uważać, żeby nie pobrudzić nitki.
A jakie jest Wasze ulubione?