Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

Wiosenne porządki w pracowni

W poprzednim poście pisałam o nierobótkowym lutym, a tu zrobił się również nierobótkowy marzec
i wpisów brak. Ale w marcu pozwoliłam sobie na dwie wielkie przyjemności w postaci kursów patchworkowych. Nie pisałam tu o nich , ponieważ nie miałam na razie czasu skończyć robionych w ramach kursów prac. 
W czasie styczniowych mrozów postanowiłam przenieś się z szyciem do cieplejszego pokoju. Było to pewnym przedsięwzięciem, bo duży stół trzeba było rozkręcić, 

gdyż nijak nie chciał się zmieścić w drzwiach. Dzisiaj nastąpił ten dzień, gdy wszystko wróciło na swoje miejsce. Do przeprowadzki zachęciła mnie zimowa mieszkanka pokoju, czyli ponad dwudziestoletnia kliwia, obsypała się właśnie kwiatami i nie mogę od niej oczu oderwać. Za sprawą słonecznej pogody na poddaszu zrobiło się przyjemnie ciepło. Coś mi się wydaje, że wiosenne wieczory będę spędzać właśnie tutaj.
















Oprócz kliwii ozdobą poddasza jest również hipeastrum. Eksperymentuję z uprawą cebul w wodzie. Rosną tak już od prawie czterech lat. A w kuchni zakwitł falenopsis.
























Na tarasie zaś królują bratki. Wygodny fotel też zachęca aby tu usiąść z jakąś robótką. Trzeba popracować nad organizacją czasu, aby wygospodarować taką przyjemną chwilę pod koniec dnia.
Ja tymczasem zaraz sięgam po czółenko, no bo w końcu dzisiaj Międzynarodowy Dzień Frywolitki. Trzeba to jakoś uczcić, a tego dnia zostało raptem półtorej godziny.

sobota, 29 sierpnia 2015

Mimozami, jesień się zaczyna ...

























Tak kiedyś śpiewał Czesław Niemen i pewnie w głowach wielu z nas ta melodia gości sobie czasem. Przez lata całe nie rozumiałam skąd te mimozy i o co chodzi, aż tu ktoś mnie uświadomił, że w pewnych częściach Polski mimozami nazywane są nawłocie kanadyjskie. W mojej okolicy w ostatnich dwudziestu latach rozpleniły się niesamowicie i ... kwitną już od dwóch tygodni złocąc łąki swoimi wiechami, a szerokie piramidy drobnych koszyczków kołyszą się przy każdym powiewie wiatru. Ich kwitnienie zapowiada nieuchronne nadejście tej chłodniejszej i ciemniejszej pory roku. Gdyby ktoś chciał się upomnieć, że naszym rodzimym symbolem zbliżającej się jesieni jest kwitnący wrzos, to spieszę Was zapewnić, że on też już kwitnie. Pora rozpocząć robótkowe przygotowania na ten chłodniejszy sezon.

W moich dzianinach prezentowanych tutaj w poprzednim poście w zasadzie postępów brak, a ja tymczasem robię próbkę do swetra. Docelowo nie będzie robiony na drutach, jak na zdjęciu, chociaż nie będę się zarzekać, ale na potrzeby tej próbki wyciągnęłam stare poczciwe długie druty, które okazują się posiadać całkiem ostre końce, ale że w tym tysiącleciu robiłam wyłącznie na drutach z żyłką, ewentualnie pończoszniczych, to te obijają mi się wszędzie po prostu strasznie!

Co myślicie o swetrze w kolorze jak na załączonym zdjęciu? Włóczka jest czystą wełną i to bardzo cienką: 600m/100g, dlatego postanowiłam  dziergać z podwójnej nitki.

piątek, 20 marca 2015

Wiosna w moich progach

Dzisiaj podobno zaczyna się astronomiczna wiosna. Temperatura za oknem od jakiegoś czasu zaczyna wyglądać obiecująco, nic więc dziwnego, że kwiaty w moim domu oszalały i odwdzięczają się za dobrą pielęgnację. Stali czytelnicy mojego bloga pewnie pamiętają te kwiaty z moich ubiegłorocznych wpisów, ale w tym roku nie mogłam się powstrzymać.
Na zdjęciu obok są dwie doniczki z kliwiami. W ubiegłym roku miały w sumie sześć kwiatostanów, a w tym roku jest ich aż dziewięć! Zimę spędzają w moim pokoju - pracowni, gdzie magazynuję swoje materiały i narzędzia robótkowe. Panuje tu zimą dość rześka temperatura i one to właśnie lubią. Latem jest tu dość ciepło i w tym czasie trafiają do chłodniejszego pomieszczenia. W opiece nad kliwiami ważne jest, aby nie obracać doniczki, gdyż roślina lubi, aby światło padało zawsze z tej samej strony. Obracanie doniczki może jej zaszkodzić.  
Wiosnę czuje również moja kocica i z przyjemnością spędza całe dnie na świeżym powietrzu, ale od czasu do czasu, jak grzejnik jest ciepły to też z niego korzysta. 
Wiosna to też ta pora roku, kiedy warto oderwać się od robótek i spędzić trochę czasu na łonie przyrody. Ale trzeba też znaleźć trochę czasu, aby wydziergać lub usupłać coś nowego na zbliżające się święta.

sobota, 22 marca 2014

Węzeł Salomonowy na powitanie wiosny



Praca zawodowa ostatnio przysłoniła mi cały świat. Nie było ani życia rodzinnego, ani towarzyskiego, ani hobbystycznego. Wszystko powoli wraca do równowagi. Wczoraj skończyłam dziergać szaliczek. Pogoda nie zapowiada rychłego użycia nowego dzieła, ale od dawna mi się podobał ten wzór i kolory tej włóczki. Podpatrzyłam taki u Iwonki i pokazała mi jak robić takie wyciągnięte oczka. Są języki w których ten splot nazywa się splotem siedmiu skarbów :)


Nie mogę się powstrzymać, żeby nie pochwalić się urodą mojej kliwii, która dwa dni temu była w pełni rozkwitu. Odkąd trzymam ją w chłodzie zdecydowanie lepiej rośnie. 


Za miesiąc święta. Pora wrócić do seledynowych niteczek.

niedziela, 23 lutego 2014

Lutowy powiew wiosny

Pomimo problemów ze sprzętem udało mi się skończyć pokrowce na poduszki. Zastosowałam tu wariant minimalny, tzn. maksymalnie wykorzystałam elementy oryginalnych poduszek i tak wykłada się je górną poduszeczką na pokrowiec, a jednocześnie w pokrowcach są odpowiednie otwory, którymi można wyciągnąć sznurówki i paski do przypięcia. Jeszcze nie leżą na swoim miejscu pół dnia, a kocica już zdążyła zostawić na nich ślady swojej sierści.

Takie pokrowce to dobry motyw dla nowicjuszy przy maszynie do szycia. Grunt, to dobrze zaplanować pracę i policzyć obłożenia. Do oryginalnego wymiaru należy doliczyć zapasy na szwy plus podwójne zapasy na wypustkę. Chyba będą się dobrze komponować z serwetą, którą ostatnio popełniłam. 












Na tarasie w słońcu odnotowałam dzisiaj temperaturę 29°C, tylko leżaczek i można się opalać. W domu też kwiaty zwiastują rychłą wiosnę, a ja patrzę na nie z zachwytem i marzy mi się lniana torba z wyhaftowanym krzyżykami hipeastrum. Ale że na brak pomysłów twórczych raczej nie narzekam, to ten z lnianą torebeczką musi nabrać mocy urzędowej. Zastanawiam się tylko, czy pracować nad własnym niepowtarzalnym projektem, czy skorzystać ze wzorów sygnowanych Thea Gouverneur. To jedna z moich ulubionych autorek projektów haftów krzyżykowych.






Jednak zanim zabiorę się za projektowanie nowego haftu muszę skończyć to, co mam na tapecie, a raczej na tamborku, czyli romans z Williamem Morisem, a konkretnie jedną z jego grafik. Muszę sobie tylko odpowiedzieć na pytanie: białe, czy czerwone z białym środkiem, a jest jeszcze jedno, czerwone, które lada dzień otworzy swoje pąki.









Hipeastra, to nie koniec, przez dwa ostatnie sezony już zdążyłam przyzwyczaić się do ich niezwykłej i ulotnej urody. Dbam o nie, aby z roku na rok coraz piękniej kwitły. Największą niespodziankę sprawiły kliwie, chyba aby uczcić sześć medali olimpijskich wypuszczają sześć kwiatostanów, dwa mniejsze i cztery dość okazałe. Trudno nie skojarzyć pomiędzy proporcją pomiędzy złotymi i pozostałymi krążkami. Może się okazać, że to właśnie one zainspirują mnie do haftu na torebkę...

A zupełnie niepozornie, przy samej podłodze swoją kolbę wysuwa aglanomea... ale torebki z kwiatem aglanomei (a może aglanomey?) nie będzie :)

Zanim jednak zabiorę się za kwieciste hafty trzeba chyba pomyśleć o czymś na Wielkanoc, bo kalendarz jakoś dziwnie przyspiesza i została przed nami ostatnia sobota karnawału...