Mój romans z maszyną trwa. Do kompletu z kocykiem uszyłam mufkę do wózka. Informacje, jak to zrobić znalazłam tutaj na blogu Thready. Przyznam szczerze, że wcześniej nigdy takiej mufki nie widziałam na oczy. Moim osobistym wkładem w projekt mufki jest projekt kieszonki. Użytkownicy bardzo sobie ową kieszonkę chwalą.
W sylwestrowe przedpołudnie miałam okazję sama być użytkowniczką owej mufki i przyznam, że korzystało się z niej wygodniej i swobodniej, niż ze zwykłych rękawiczek. Nie wiem, jak sprawdzi się przy bardziej ekstremalnych temperaturach, ale prawda jest też taka, że przy dużych mrozach na długie spacery nie wychodzi.
Obiecuję sobie, że czas spędzony przy maszynie będę równoważyć aktywnością fizyczną. Przez ostatnie dwa dni była tylko aktywność ruchowa w postaci odśnieżania, a do maszyny praktycznie nie siadłam. Nie wiem, czy u Was też tyle napadało. Dzisiaj doświadczyłam pewnej anomalii, otóż w miejscu, gdzie pracuję cały dzień padał śnieg, a tam gdzie mieszkam, choć to w linii prostej niecałe dwadzieścia kilometrów, praktycznie nie padało.
Plany na najbliższy długi weekend są oczywiście maszynowe. Korci mnie, żeby uszyć coś odzieżowego. Może odkurzę też swoje narty biegowe, w końcu nie każdej zimy trafiają się takie znakomite warunki, które mam w sumie za progiem.
W noworoczny poranek moja kocica pozowała mi wdzięcznie do zdjęcia. Dzisiaj takie zdjęcie nie byłoby możliwe, kot zlałby się z tłem. Wszędzie biało.





