Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 lipca 2017

Niespodziewany prezent

Rzadko kiedy dostaję jakiś prezent, który jest rękodziełem. Zarówno rodzina, jak i znajomi doszli pewnie do wniosku, że w sumie to prawie wszystko umiem sama zrobić. 
Tymczasem moja koleżanka, z którą lat temu całkiem sporo dzieliłam pokój w akademiku obdarowała mnie haftowaną serweteczką przywiezioną z Dubrownika. Z tej radości aż chciałam wybrać się do Chorwacji, gdzie nigdy nie byłam, ale póki co nie udało się ... na razie odpoczywam w domu.

Przy okazji wyciągnęłam różne magazyny z haftem krzyżykowym i powspominałam się jakie były początki mojej rękodzielniczej pasji, a wszystko zaczęło się właśnie od haftowania. Muszę Wam pokazać dwie rzeczy które haftowałam jeszcze nie jako nastolatka. Nie są zbyt piękne, ale są dowodem mojej wytrwałości w wieku powiedziałabym dość wczesnym.

Na zdjęciu uchwyciłam początek firaneczki, która ma niewinną szerokość 30 cm, ale ma być wysoka na 190 cm, a w skład kompletu będą wchodzić dwie takie sztuki. Efekt zobaczycie nieprędko, bo nie zamierzam siedzieć nad tym godzinami i postanowiłam sobie, że dziennie będzie powstawać maksymalnie 10 rzędów. Mój kręgosłup źle znosi długie godziny siedzenia. Nie chcę  też traktować robótek zadaniowo, wszak robię to wszystko dla przyjemności.

Tydzień temu w niedzielę byłam na kolejnej edycji festiwalu Etnomania, ale pomimo iż miałam aparat, to nie chciało mi się robić zdjęć. Chłonęłam to, co widziałam i przyznam szczerze, że ludzie tworzą wspaniałe rzeczy. Miło mi też było spotkać na tym festiwalu znajomych, a grono tych robótkujących z roku na rok powiększa się. Etnomania to też miejsce na fantastyczny piknik rodzinny. Organizatorzy rozkładali kocyki, aby rodziny z dziećmi mogły się porozkładać.

niedziela, 7 maja 2017

Zioła w kuchni

Z robótkami ręcznymi ostatnio idzie powoli, ale też trudno się dziwić, bo skupiam się  na malowaniu po kolei wszystkich pomieszczeń. Przy okazji wyciągnęłam z ramek, obrzuciłam na maszynie i wyprałam moje ulubione obrazki z ziołami, które wyhaftowałam kiedyś z moją Mamą. Ramki okazały się niewystarczająco szczelne i obrazki wdarł się kurz. Teraz znów pięknie prezentują się na pomalowanej na nowo ścianie. Nowy szary kolor zdecydowanie lepiej służy jako tło, niż poprzedni.


Wzór pochodzi ze starego wydania "Budra Special" nr 4/99, które ukazało się w Polsce pod tytułem "Igłą malowane. Ozdoby do kuchni i łazienki". Obrazki te jakoś umknęły mojej uwadze, ale Bratowa zobaczyła je u koleżanki na ścianie i tak powstały od razu dwie serie, dla niej i dla mnie.

Później jeszcze dwie z moich znajomych też je haftowały. Bardzo dobrze prezentują się w passe-partout. Widziałam również oprawione w wersji bez (takie możecie zobaczyć na zdjęciu we wspomnianym piśmie), ale zdecydowanie polecam z tą dodatkową ramką z kartonika.


W ostatnim dniu długiego weekendu i również wczoraj sporo siedziałam przy maszynie do szycia. Już pewnie niedługo będę mogła pokazać skończony ogród różany, który powoli tworzę od prawie roku. Sporo czasu poświęciłam też na snucie planów nad kolejnymi projektami. Kupka tkanin odłożonych do szybkiego użycia rośnie. Teraz pokój, gdzie mam maszynę jest najcieplejszym pokojem w domu, co sprzyja spędzaniu tu czasu... Jest szansa, że z odłożonego na stole stosiku wkrótce będzie pożytek, zwłaszcza, że mam zaległy prezent do zrobienia. Powoli rodzi mi się pomysł, co to ma być.

niedziela, 21 czerwca 2015

Od pierwszego wejrzenia

Czerwiec, jak do tej pory nie sprzyjał mojemu robótkowaniu.  Od początku miesiąca zajmowałam się zupełnie czym innym i również blog leżał odłogiem. Nie mam nic nowego do pokazania, ale przy okazji oglądania swoich i cudzych zdjęć dmuchawców przypomniało mi się, że całe wieki temu popełniłam żakiet, na którym są między innymi dmuchawce. 
Wiele lat temu, w numerze Burdy z marca 1994 roku zobaczyłam lniany haftowany żakiet i wpadłam w zachwyt. Był on tak wielki, że nie zastanawiając się nad swoimi umiejętnościami krawieckimi samouka, porwałam się na haftowany żakiet z podszewką. W tamtych latach odwiedzałam dom rodzinny najwyżej raz w miesiącu i gdy pokazałam mojej Mamie jedną połowę przodu na tamborku, popatrzyła z politowaniem i stwierdziła, że miną lata świetlne, zanim skończę. Jej zdziwienie było ogromne, gdy przy okazji kolejnej wizyty mogłam zaprezentować skończone dzieło. W tamtych latach wiele materiałów i akcesoriów występowało w niewielkim wyborze i guziki okazały się problemem. Była moda na metalowe, a takie naturalne, w stylu "eco" nie były dostępne. 

Wpadłam na pomysł, żeby zrobić obciągane tkaniną. Gotowy żakiet nosiłam z prawdziwą dumą! Miałam zrobić jeszcze kamizelkę zapinaną na haftki, tkanina na nią chyba jeszcze gdzieś jest w mojej przepastnej szafie. Może się teraz skusić?
Żakiet jest jedyną jak do tej pory haftowaną sztuką odzieży, która wyszła spod mojej ręki. Teraz po lewej stronie podkleiłabym fizelinę, ale wtedy jakoś nie przyszło mi to do głowy, jednak dobre napięcie na tamborku i tak dało dobry efekt.
Tkanina użyta na żakiet to elano-len, nie wiem czy teraz są jeszcze takie do dostania. Gniecie się trochę mniej, niż gdyby był wykonany z czystego lnu.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Wesołych Świąt!


Wiosna tego roku chyba wszystkich napawa optymizmem. Po łagodnej zimie która od lutego rozpieszczała nas słonecznymi weekendami, nie można narzekać na brak warunków do rekreacji na świeżym powietrzu. Ja sezon rowerowy rozpoczęłam już w końcu marca. Cieszę się ogromnie eksplozją kwiatów, która w ostatnich dniach zawitała również do mojego domu i żałuję, że nie mam dostatecznie dużo czasu, na zamienienie tych ulotnych cudów natury na piksele w moim aparacie.


Nie znalazłam czasu nie tylko na fotografię, ale na wykończenie ostatnich prac również. Na szczęście mam dyżurne świąteczne serwetki, które z wiosną z przyjemnością wyciągam z szafy. Jedną z takich serwet jest ta w żółte tulipany tańczące w kręgu razem z brzozowymi listkami. Gdy tylko je ujrzałam w Burda special Haft krzyżykowy 3-4/95 postanowiłam, że będę takie mieć! Była to chyba pierwsza praca wykonana przeze mnie haftem krzyżykowym.

W czasach, gdy haftowałam tą serwetkę, nie przypuszczałam jeszcze, że w ciągu kilku lat stanę się szczęśliwą posiadaczką aparatu cyfrowego, który wniesie zupełnie inną jakość i niezwykłą swobodę fotografowania. Już wtedy bawiłam się w takie właśnie aranżacje, a ta została sfotografowana analogowo na slajdach. Nie wiem, czy wówczas znałam już słowo blog...






niedziela, 29 grudnia 2013

Galeria świąteczna



To nie tak miało być! Dwa tygodnie temu zamieściłam poprzedni post i miałam ambitne plany nie tyle coś wytworzyć, co pochwalić się tym, co zrobiłam przez lata i pieczołowicie odkładałam do szuflady. Niestety, choróbsko powaliło mnie do łóżka, a jak już byłam na chodzie to zostało już niewiele czasu na świąteczne porządki.
Tak czy siak, pokażę co nieco, może ktoś zainspiruje się i coś też zrobi.

Dziesięć lat temu miałam wielki come back do rękodzieła. Wpływ na to miało parę czynników. Od lat kupowałam czasopismo "Anna. Najpiękniejsze robótki ręczne", ale czasu na robótki nigdy nie miałam zbyt wiele. W listopadowym numerze z 2002 roku ogłoszono konkurs na pracę bożonarodzeniową wykonaną techniką haftu krzyżykowego. Zdjęcia prac można było wysyłać do 15 grudnia. Czasu było niewiele, ale postanowiłam podjąć wyzwanie. Efektem była kwadratowa serwetka z ośmioma gwiazdami betlejemskimi.




Wyhaftowanie tej serwety, zrobienie zdjęć analogowych i wywołanie ich w sześć tygodni było naprawdę dużym przedsięwzięciem.
Koleżanka pomogła mi zrobić komputerowo lustrzane odbicie zaprojektowanego wzoru.


Moja serweta nie spotkała się z uznaniem jury. Wygrał bodajże jakiś kalendarz adwentowy. Na wyniki konkursu czekałam osiem miesięcy, w czasie których nauczyłam się koronki klockowej. W pewnym sensie miało to związek z tym konkursem, gdyż drugą nagrodą był zestaw do koronki klockowej. To zwróciło moją uwagę na technikę, która wcześniej pozostawała poza moją uwagą i zasięgiem moich zainteresowań.

W 2005 roku postanowiłam pokazać serwetę na
III Ogólnopolskiej Wystawie Haftu Krzyżykowego Amatorów w Łodzi, ale wystawa zdecydowanie była zdominowana przez prace wykonane wg gotowych schematów i to głównie obrazki.
Serweta w muzealnej gablotce prezentowała się tak:


W 2005 roku postanowiłam pokazać serwetę na
III Ogólnopolskiej Wystawie Haftu Krzyżykowego Amatorów w Łodzi, ale wystawa zdecydowanie była zdominowana przez prace wykonane wg gotowych schematów i to głównie obrazki.
Serweta w muzealnej gablotce prezentowała się na zdjęciu obok.



Cieszę się, że w święta może zdobić mój stół. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany zrobieniem podobnej, to chętnie udostępnię wzór.

Gdy haftowałam tą serwetę, moja znajoma zaczęła mi wiercić dziurę w brzuchu, aby nauczyć pewną panią robić na szydełku. 

W tamtym czasie już od lat nie miałam szydełka w ręku, ale znajoma nie odpuszczała i złamałam się, zaczęłam uczyć heklowania


Najlepiej jest uczyć robiąc samemu, więc po zrobieniu na początek mniejszej serwetki sięgnęłam po większy projekt. Mam kilka słabości, miłość do kwadratowych serwet, które nadają się na różne stoły i stoliki oraz miłość do ambitnych, czasochłonnych prac, takich na które potrzeba od 80 godzin wzwyż.

I tym sposobem zaczęłam robić serwetę, która od dawna uśmiechała się do mnie z Anny 12/98.







Koronka była pierwszym wyzwaniem, kolejnym okazało się połączenie jej
z tkaniną. Moim zdaniem najlepiej sprawdza się w takich wypadkach szerokie podłożenie brzegu i mereżka.




Może moja koronka jest trochę krótsza, niż oryginalna w Annie, ale myślę, że zastosowane przeze mnie połączenie z tkaniną okazało się dużo bardziej efektowne.


Koronka podoba mi się tak bardzo, że kiedyś pokuszę się o zrobienie obrusa z takim wykończeniem.








Wieczór zapadł dzisiaj bardzo szybko, jak to w końcu grudnia bywa, ale na szczęście udało mi się uwiecznić dwie mniejsze serwetki.

Prosta serwetka wg projektu pewnej Japonki.


Najlepiej prezentuje się na białym obrusie, ale mój świąteczny stół jest już złożony :)

Szkoda tylko, że te gotowe serwetki do obrabiania nie są ani łatwo dostępne, ani w przystępnej cenie.