Chciałoby się powiedzieć, że koniec wieńczy dzieło, a radość tym większa, że to moja pierwsza w życiu dzianina z elementami ażurów. Ale ten wzór tak mi się podobał, iż nie mogłam się oprzeć. Czytelnicy poprzednich wpisów wiedzą, że pierwsza próba była z szarej wełny, ale mi po prostu nie szło, a może trzeba było tych kilku prób, aby opanować wzór. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W międzyczasie zmieniłam koncepcję kolorystyczną i z tej jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Chusta jest w pięknych jesiennych barwach i jak patrzę w kalendarz, to tak sobie myślę, że w przyszłym miesiącu będzie okazja aby ją założyć.

Dopiero w tym roku dowiedziałam się, jak należy konserwować dzianiny wełniane i przyznać muszę, że nadanie dzianinie kształtu zdecydowanie podnosi jej walory estetyczne. Trzeba na to mieć trochę miejsca. Ja rozłożyłam sobie cztery płyty styropianowe, przykryłam je frotowym prześcieradłem i na tym rozpostarłam chustę. Frota wchłania wodę i przyspiesza schnięcie dzianiny. Do "zatrzymania" kształtu nadają się te wełniane, lub z dużą domieszką wełny. Moja chusta jest wykonana z mieszanki wełny i jedwabiu.
Dzisiaj walczę z nabraniem na druty następnej robótki i słowo "walka" jest tu jak najbardziej na miejscu. Ale tak to jest gdy robi się coś po raz pierwszy, a ja właśnie zaczynam chustę robioną od dołu i na początek mam kilkaset swawolnych oczek. Może po przerobieniu paru rzędów sytuacja unormuje się.



