Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patchwork. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 lipca 2025

Feather Star - wyjątkowa poduszka

Przed Bożym Narodzeniem 2023 zobaczyłam na blogu Edyty Sitar (Laundry Basket Quilts) poduszkę, która bardzo mnie urzekła. Na wiosnę ubiegłego roku powstał top. Czekał sobie w pracowni na rozwój wydarzeń. Doczekał się. 

Środek wypikowałam jako ostatni, w tygodniu poprzedzającym na doroczny tygodniowy zjazd patchworkowy organizowany pod nazwą "kolonie patchworkowe". Tydzień z maszyną sprzyjał uszyciu poduszki do końca.



Zacznając szyć tę poduszkę planowałam, że będzie dla mnie, ale plany są po to, aby je zmieniać. Postanowiłam podarować ją mojej koleżance z dawnych lat. Poznałyśmy się kiedyś dawno temu na zimowisku. Od wielu lat mieszkamy w różnych miastach, rzadko się widujemy, ale przynajmniej z okazji świąt rozmawiamy z sobą telefonicznie. Wczoraj, po raz pierwszy od wielu lat, miałyśmy okazję spędzić ze sobą kilka godzin, a kilka dni temu, Małgosia odwiedziła mnie na koloniach. To był bardzo miły czas!
Poduszkę zaprojektowała Edyta Sitar, ale jest to znany blok patchworkowy znany pod nazwą "Feather Star" albo "Saw Tooth". Gotowy blok przed szyciem miał wymiary 22"x22".




 

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Karolina

 


Powoli przygotowuję się do lata i do corocznego wyjazdu twórczego. Oprócz warsztatów, na które się zapisałam, będę kontynuować pracę nad projektem o nazwie Carol autorstwa Edyty Sitar. Mam ochotę na jeszcze jeden projekt z tych tkanin, ale jeśli się za niego zabiorę, rozszerzę gamę kolorystyczną. 
Wracając do Carol, do uszycia pozostało mi 11 bloków kwiatowych, z których każdy składa się z 68 kawałków tkaniny 🙈(na tym jednym uszytym, przewieszonym przez klapę koszyka, brakuje jeszcze ogonków). Do tego dojdzie wieloczęściowa bordiura. Potem jeszcze tylko skanapkować, wypikować i obszyć lamówką.

poniedziałek, 30 grudnia 2024

Jak z bicza trzasnął

 
Do końca roku pozostało niespełna 30 godzin. W piątek odkryłam, że prawie przez cały nie opublikowałam na blogu ani jednego posta. Pokazałam parę prac na fanpage na Facebooku, ale tutaj nic! 
To był trudny rok, ale wena nie całkiem mnie opuściła.
Wzięłam udział w dwóch bardzo ciekawych warsztatach: malowania mandali metodą dot painting, na którym Monika Ciołkiewicz dzieliła się tajemnicami swojego warsztatu i art quiltu prowadzonego przez Sylwię Ignatowską, na którym wszystkie tworzyłyśmy patchwork w oparciu o zdjęcie jabłka. To były wspaniałe spotkania twórcze.
Przez cały rok intensywnie zapisywałam projekty różnych bloków patchworkowych lub małych projektów, które skradły moją uwagę.


W oparciu o te zapiski powstało pięć topów: trzy poduszki i dwie serwety. Liczę na to, że w pierwszym kwartale przyszłego roku będę mogła pokazać Wam gotowe prace. W sierpniu i wrześniu w czasie panujących wówczas upałów wpadłam w szał cięcia, którego owocem są kawałki na dwa duże topy. Razem prawie 2000 kawałków. Jeden z projektów to w większości kąty 60° i 120°. Oby nic się nie "rozjechało".
Życzę Wam wszystkiego dobrego na ten nowy rok! Dużo zdrowia i weny twórczej! Niech powstają wspaniałe prace, które będą rozchwytywane lub zajmą szczególne miejsce w sercu osób, dla którch będą przeznaczone, nawet jeśli tą osobą będzie autor. Życzę Wam również pogody ducha, bo z nią życie jest łatwiejsze.

niedziela, 31 grudnia 2023

Wiatraczki w wersji świątecznej

Już nie liczę, ile projektów wiatraczkowych uszyłam, ale temu wieńcowi nie mogłam się oprzeć. Zabrałam się za ten patchwork również dlatego, że pokazałam jego projekt w materiałach szkoleniowych, które opracowałam na warsztaty i przy kolejnych chciałam po prostu pokazać coś  nowego.
Wiatraczki choć z pozoru wyglądają  na skomplikowane, są dobrą wprawką do szycia patchworków. 
Najważniejsze, że już w listopadzie, przyszywając lamówkę, postawiłam kropkę nad i, a potem w grudniu nie musiałam się już spieszyć. Serweta była gotowa.





Postanowiłam rozpocząć szycie na koloniach SPP. Wiedziałam, że będę mieć dużo miejsca do rozłożenia się z kwadratami, a do tego dodatkowe pary oczu, które obejrzą ułożenie i coś doradzą. Pojechałam na kolonie z przygotowanymi kwadratami.






Kolejnym krokiem było ułożenie i zszycie par kwadratów. Zrobiłam to jednym cięgiem. Nitka łącząca wszystkie elementy miała prawie dziesięć metrów. W ten sposób łatwiej mi było zapanować nad całkiem sporą liczbą elementów (w pierwszym etapie 169).
Drugi etap szycia realizowałam już w domu i mimo posiadania dużych stołów, nie byłam w stanie pomieścić się na jednym, ale jakoś kursująć między kuchnią i pokojem, dałam radę.












Starałam się być uważna i pilnować układu, ale nie obyło się bez wpadki.

Top na październikowe warsztaty w Ustroniu był gotowy! Do gotowego quiltu było jeszcze trochę pracy!









Po wypikowaniu patchworku w szwach postanowiłam trochę poeksperymentować z pikowaniem cieniowanym kordonkiem dedykowanym do robienia frywolitki. Nigdy wcześniej nie szyłam nitką o grubości 20 przewleczoną przez igłę w maszynie, ale rozpoczęłam próby i były na tyle udane, że obszyłam wieniec po wewnętrznej i zewnętrznej. Efekt cieszył oko i korciło mnie, aby przepikować jeszcze wzdłóż lamówki. Jak zabrałam się za pikowanie, zobaczyłam oczami wyobraźni po trzy wypikowane wiatraczki na każdym z rogów. Bałam się, że coś pójdzie nie tak i w rezultacie będę musiała pruć, ale jednak spróbowałam wcielić mój plan w życie. W ten sposób wiatraczki są nie tylko patchworkowe, ale równiez kordonkowe. Będą dalsze eksperymenty, bo zapasy kordonków mam całkiem spore.





Pierwotnie serweta miała zdobić stolik kawowy, ale ostatecznie powiesiłam ją nad stołem, między oknami i to chyba lepsze, bardziej spektakularne miejsce. 
Gotowa praca ma wymiary 100x100 cm. Jak już wspominałam, to miała być serweta na stolik 85x85 cm, zresztą być może od czasu do czasu na nim zagości.


Życzę Wam wszystkiego dobrego w nowym roku. Przede wszystkim dużo zdrowia i nieustającej weny, a także czasu na realizację swoich projektów. Do siego roku!







sobota, 4 lutego 2023

Poduszka dla koleżanki ze szkolnej ławy

 

Mniej więcej rok temu moja koleżanka Aneta pokazywała mi wyremontowany pokój i powiedziała, że marzy jej się uszyta przeze mnie poduszka. Niedługo później odwiedziłam ją ze stertą tkanin. Koleżanka wybrała kolorystykę, a ja dość szybko uszyłam top. 
Potem nastąpiła długa przerwa. A to czekałam aż pojadę do Czech i kupię odpowiadające mi wypełnienie, a to były upały i korzystanie z mojej pracowni nie było zbyt przyjemne. Zajęć i powodów odciągających mnie od szycia poduszki było sporo.
Gdy nastał nowy rok postanowiłam nie odwlekać dłużej i zabrałam się do pracy.







Poducha na kanapie u nowej właścicielki. Szarości pasują idealnie.





































Nie chciałam pójść na łatwiznę i wzorem poprzednich poduch, tył też składa się z trzech warstw i jest wypikowany. Wypełnienie jest cienkie, ale na tyle puchate, że uwydatnia pikowanie. Pikując takie mniej oglądane elementy lubię się bawić linijkami i staram się, aby wzór nie był zbyt skomplikowany.

Planując zapięcie zawsze zastanawiam się nad wyborem między zamkiem błyskawicznym, a guzikami. Zazwyczaj decyduję się na guziki. Lubię obrabiać dziurki na maszynie i staram się wkomponować je we wzór pikowania, a raczej dopasować wzór pikowania do rozmieszczenia dziurek. 

Przed oddaniem poduszki zrobiłam jej sesję zdjęciową, a pogoda nie pomagała naturalnym oświetleniem, bo dzień był wyjątkowo ponury, zachęcający raczej do zapadnięcia w sen zimowy.


To już czwarta wiatraczkowa poduszka, którą uszyłam. Oprócz poduszek powstały jeszcze cztery inne prace z zakręconymi wiatraczkami. 

Doszłam do wniosku, że jest to technika, którą opanowałam dostatecznie, aby uczyć jej innych. Na "Zakręconym patchworku" w Ustroniu w marcu tego roku poprowadzę warsztaty. Zapraszam!


Mam jeszcze całkiem sporo tkanin, z których szyłam poduszki. Mam również plan! Tym razem nie będą to wiatraczki, ale coś znacznie większego. Trzymajcie kciuki, aby chociaż top szybko powstał, jednak zanim zabiorę się za szycie trzeba przygotować warsztaty.



































niedziela, 5 czerwca 2022

Wszystkie kolory lata

 

Zanim stopniał śnieg i nadeszła wiosna, ukończyłam pracę na wystawę "Kolory" - wydarzenie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku.
Nie chciałam o tym pisać od razu, dopiero po premierze wystawy, ale jak już gdzieś pisałam, wena do pisania mnie trochę opuściła i blog od ponad dwóch miesięcy leży odłogiem. 
Nie oznacza to, że u mnie nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie, cały czas coś szyję i robótkuję, a także uczestniczę w różnych wydarzeniach.










Temat kolorów można zinterpretować na wiele sposobów i można się o tym przekonać oglądając prace nadesłane na wystawę. Wybierzcie się na nią koniecznie, jeśli tylko pojawi się w waszej okolicy. Projektując pracę postanowiłam pójść w klasykę. Jest to niewielki pachwork o wymiarach 60x60 cm. Jest on wykonany z 560 kawałków w 62 kolorach plus lamówka.






Wyzwaniem było zszycie tych małych kawałków "dziubek w dziubek". Były momenty, kiedy drzwi mojej pracowni musiały być zamknięte przed kicią, aby nie narobiła mi bałaganu w misternie poukładanych kawałeczkach. Gdy tylko kładłam pracę na stole, kocica z przyjemnością się na niej rozsiadała. 

sobota, 22 stycznia 2022

Od serca

fot. Elżbieta Zeman
Wspólne tworzenie na aukcje charytatywne dla WOŚP, to dla wielu grup rękodzielniczych i indywidualnych twórców już tradycja.
Polskie quilterki po raz kolejny przygotowały na licytację dla WOŚP coś specjalnego. W tworzeniu tego dzieło udział ponad pięćdziesiąt osób. Większość to członkinie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. 
Miałam przyjemność być wśród osób szyjących bloki. Następnie grupa koleżanek z Warszawy dzielnie ułożyła wszystko w całość i zszyła w bajecznie kolorowy top. Ten zaś powędrował do Eli, która zajęła się zrobieniem z topu quiltu i pięknie go wypikowała.
Od kilku dni trwa aukcja i mamy nadzieję, że kołderka znajdzie hojnego nabywcę, a później zostanie pięknie wyeksponowana. 
Proszę trzymajcie kciuki za powodzenie tej aukcji, a może ktoś chciałby, aby to wspaniałe dzieło stało się ozdobą Waszego domu, pracowni lub klubu? Całość wpływów zasili konto Wielkiej Orkiestry.
 
 
 
 
fot. Elżbieta Zeman

 
 

środa, 1 grudnia 2021

Na drzwiach pracowni

 

Dwa tygodnie temu wybrałam się na spotkanie z koleżankami szyjącymi patchworki. Nie było to spotkanie robocze, a tylko tak po prostu spotkałyśmy się przy kawie, herbacie lub tym, co kto chciał. Na stole była jednak nie tylko gastronomia, bo prawie każda z nas przyniosła coś do pokazania. Najwięcej do pooglądania przyniosła Renia. Były tam nie tylko kartki świątecznie w ilości kilkudziesięciu sztuk, ale również makatki z maszynami, które są znakiem rozpoznawczym naszej koleżanki. Parę lat temu, zanim jeszcze poznałam Renię, pierwszy taki obrazek widziałam w Warszawie w pracowni Ani Sławińskiej. Później widziałam je jeszcze w paru miejscach, w których nie brakowało również tych prawdziwych maszyn. Nie myślałam, że kiedyś również i ja zostanę obdarowana taką pracą. Najbardziej godnym jej miejscem są drzwi mojej pracowni. Gdy jestem poza pracownią widzię ją z daleka, nawet z parteru, a gdy jestem w pracowni drzwi są otwarte i wówczas też mogę ją podziwiać, zwłaszcza że ostatnio przestawiłam maszynę i w czasie szycia wystarczy tylko podnieść oczy i już widzi się uszytą przez Renię maszynę. 
Dodać należy, że jest to praca uszyta w duchu recyklingu. Maszyna jestuszyta z krajek tkanin, są na niej również naszyte różne metki.
Ostatnio bywam w pracowni dość często. Powoli pikuję w szwach gigantyczną kołderkę. Później planuję poszaleć pikując z wolnej ręki, choć trudno tu mówić o szaleństwach, skoro trzeba się siłować z przepychaniem kołderki pod ramieniem maszyny. W ogóle szaleństwem jest pikowanie tego w domu. Myślę, że byłabym już dalej z pracami, ale druga połowa listopada okazała się niezbyt pomyślna dla mojego zdrowia. Może grudzień okaże się łaskawszy, ale planuję również zrobienie kilku ozdób świątecznych, a do świąt zostało już tylko 22 dni.

wtorek, 12 października 2021

Szyję olbrzyma

 

Gdy w marcu Sylwia Bovend'eerdt pokazała swój projekt Quiltflix i ogłosiła, że co dwa tygodnie będzie udostępniała szablony bloków, nie myślałam że szycie tego patchworku aż tak mnie wciągnie. Choć projekt był rozpisany do sierpnia, ósmego maja miałam już uszyty praktycznie cały top. 
Proponowana przez Sylwię bordiura nie do końca była tym, co chciałam szyć i postanowiłam zrobić bordiurę z tkaniny w paski.
Paski paskom nierówne i trudno znaleźć takie, które pasowałyby do naszego projektu, chyba że pochodzą z kolekcji tkanin, z której akurat szyjemy.
W dzisiejszych czasach nie jest to jednak problem, gdyż można tkaninę zaprojektować samemu. Główna trudność, jaka pojawia się w procesie projektowania, to odwzorowanie kolorów. Chciałam, aby paski były zbiorem barw pojawiających się na tkaninach.






Z brązami udało się idealnie, z zieleniami może trochę mniej, ale przez to, że są ciut żywsze, też dobrze temu projektowi robią. Zamówiłam jeden metr (szer. 145 cm) i po uszyciu niewiele mi zostało.
Teraz pora na pikowanie giganta. Top ma 230x230 cm. Mam plan wypikować go samodzielnie, ale najpierw muszę zrobić kanapkę. Dobrze, że mam w mieszkaniu duży kawałek wolnej podłogi. Trzymajcie za mnie kciuki, bo chciałabym go skończyć jeszcze w tym roku.

niedziela, 14 marca 2021

Osiołkowi w żłoby dano...

 

Jak już wspomniałam w poprzednim poście, szycie Żony Farmera to za mało, zabieram się więc za równoległy duży projekt. 
Jeżeli ktoś jest zainteresowany dokąd ta droga prowadzi może zajrzeć na stronę Quiltflix i zobaczyć projekt, pobrać info, zapoznać się z harmonogramem publikacji kolejnych bloków i być może zacząć szyć razem ze wszystkimi entuzjastkami tego projektu. 




Ostatnim blokiem, jaki udało mi się uszyć z projektu FW był Fruit Basket, czyli koszyk owoców. Pierwszy z Quiltflix, to też koszyk, tylko w nieco innym rozmiarze. Dla przypomnienia, bloki z FW są sześciocalowe, natomiast tutaj po wszyciu będą miały 9 cali. Teraz tak na szybko policzyłam, że w projekcie będzie 61 bloków plus bordiura. Gotowy quilt będzie miał 218x218 cm. Jeżeli będę szyła systematycznie i zgodnie z harmonogramem, to do końca sierpnia będę miała gotowy top.
Tutaj sytuacja jest trochę inna, niż w FW. Cały projekt składa się z 9 rodzajów bloków, choć jak warianty kolorystyczne uznamy za jeden rodzaj, to pozostanie ich osiem. Nie ma co ukrywać, że szyje się dużo szybciej, niż bloki FW. Na prokjekt wykorzystam tkaniny, które kupiłam parę lat temu na samym początku mojej przygody z szyciem patchworków. Miały być wykorzystane w innym projekcie który czeka w kolejce, ale doszłam do wniosku, że tutaj pasują idealnie.



Ostatni tydzień miałam bardzo intensywny pod względem zawodowym. Jak już wracałam do domu było zdecydowanie później niż zwykle. Po całym dniu siedzenia w biurze połączonego z intensywnym wysiłkiem umysłowym nie miałam już siły i ochody aby usiąść do maszyny lub nawet planować kolorystyki kolejnych bloków wcześniejszego projektu. Postanowiłam jednak zdekatyzować parę materiałów i przygotować wykrój na sukienkę.
Od dłuższego czasu (liczonego w latach) obiecuję sobie, że uszyję coś dla siebie, ale nie do końca odpowiada mi rozmiar, w którym należy przygotować wykrój. W ten sposób odsuwałam szycie ubiorów dla siebie na "święty nigdy", ale postanowiłam z tym skończyć, bo to zdecydowanie droga do nikąd.
Wczoraj miałam okazję na małe wyjście i zaplanowałam, że na tę okazję powstanie sukienka. Jest to model 0674 z Papavero. W mojej wersji jest bez kieszeni i nieco zebrałam w biodrach. Sukienka ma dłuższy tył i dekolt na plecach jest większy niż z przodu. Szycie miałam rozpocząć w piątek, ale udało mi się jedynie skroić jersey. Poziom zmęczenia grodził wypadkami i wpadkami przy szyciu.
Sobotnie przedpołudnie okazało się bardzo owocnym szyciowo czasem, choć szycie, a właściwie nawlekanie i ustawianie maszyn zajęło mi dużo dłużej, niż planowałam. Na szczęście obyło się bez żadnych przykrych niespodzianek i prucia. Po raz pierwszy szyłam z elastyczną nicią w chwytaczu maszyny, którą podszywałam. Wyszło idealnie. Jak to powiedział pewien dziewięcioletni adept szycia, jak z fabryki. Przyznam szczerze, że było to moje pierwsze zetknięcie z szyciem jerseyu. 


Bałam się tego, co wyjdzie z przeszycia po dekolcie, ale mimo działania pod presją czasu wyszło bardzo zadowalająco.
Zachęcona dobrym efektem myślę już o kolejnym ciuszku. Chyba zabiorę się za bluzę raglanową. 



niedziela, 28 lutego 2021

Farmerskie podsumowanie miesiąca - luty

 


Zabierając się za szycie tego klasyka nie zakładałam, że powstanie on szybko. I nadal tak nie zakładam, ale w ciągu ostatnich czterech tygodni udało mi się uszyć kilka bloków. Każdy kolejny uczy mnie czegoś innego. Pomimo wpisu parę tygodni temu, kolorystyka poszczególnych bloków nie została przeze mnie zaplanowana. Nie chciałam tracić na to czasu, bo tak bardzo chciałam usiąść to maszyny i zacząć szyć.











Po skończeniu i przycięciu jednego bloku biorę się za następny i wówczas planuję z których tkanin użyję. Zdarza się czasem tak, że mam wenę i wówczas dobieram tkaniny na kilka kolejnych bloków. Tnę potrzebne kawałki i układam elementy każdego z bloków na osobnym papierowym talerzu. Robię sobie z nich stosik i wówczas znów można oddać się tylko szyciu.


Staram się zszywać bardzo precyzyjnie, ale czasem nie wychodzi to całkiem idealnie. Pocieszam się, że nikt nie będzie oglądał tych bloków z odległości pół metra, ani tym bardziej przez lupę.





Szycie tego projektu ma szansę zostać spowolnione przez inny kuszący projekt, patchwork który chciałabym uszyć przed kolejną zimą i który stanie się ozdobą przedpokoju. Tak więc dwa duże projekty patchworkowe będą ze sobą konkurować. Jest szansa, że w jednym z kolejnych postów będzie pierwsza odsłona tego nowego projektu.


Wracając do bieżącego projektu, to chciałabym aby to była bardzo klasyczna kołderka. Przy okazji szycia kolejnych bloków czytam sobie trochę o historii patchworku i coraz bardziej mnie to wciąga, to wspaniała tradycja której trochę Amerykankom zazdroszczę.






niedziela, 31 stycznia 2021

Dzisiaj uszyję jeden dobry blok

 

Szycie projektu Farmer's Wife, czy jak kto woli żony farmera, to zdecydowanie projekt długodystansowy. Nie będę sobie wyznaczać żadnych terminów, bo w końcu szyję dla przyjemności i odskoczni od pracy zawodowej. Skupię się na tym, aby w miarę możliwości, jeżeli tylko czas na to pozwoli, jeśli już w danym dniu siądę do maszyny, to ukończę jeden wymiarowy blok. Te kilka kwadratów 6x6 ", które udało mi się uszyć nastroiło mnie bardzo pozytywnie i dochodzę do wniosku, że takie szycie precyzyjne jest zdecydowanie dla mnie.
Bloków może byłoby trochę więcej, ale pod koniec ubiegłego tygodnia otrzymałam wiadomość o egzaminie, na który czekałam od marca 2020 roku. Trzeba było odłożyć wszystkie robótki i przygotować się do egzaminu krawieckiego. Egzamin był dwuczęściowy, jedna część w poniedziałek, a druga w środę i nawet nie wiem jak mi poszło, ale jestem dobrej myśli.


    1. Przy okazji przygotowań do egzaminu sporo czasu spędziłam w mojej pracowni. A tam na stole rozkwitło takie cudo. W tle widać kontenerek z tkaninami zebranymi z myślą o klasycznych projektach patchworkowych. Myślę, że z tych zbiorów może powstać więcej niż jedna żona farmera, albo coś innego w tym stylu. Przy okazji tej kołderki muszę pomyśleć jak zrobić prostą ścianę projektową. Zastanawiam się tylko, czy ustawić ją w pracowni, czy w pomieszczeniu, do którego kołderka jest przeznaczona. Wcześniej rozwieszałam pled z polaru i na nim upinałam bloki. W sumie teraz też mogłabym tak zrobić, ale pled jest zdecydowanie za mały, bo to naprawdę duży projekt.
      Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dobrego twórczego tygodnia! 

      niedziela, 17 stycznia 2021

      Former Farmer's Wife

       

      Już od dłuższego czasu marzy mi się uszycie patchworku wg projektu Farmer's Wife. Nie mam książki z projektem, więc próbuję trochę na piechotę zaplanować rozmieszczenie i kolorystykę bloków. Na razie próbuję ogarnąć całość i stworzyć jakąś spójną koncepcję kolorystyczną. Ułożone karteczki przykleję do plastikowej płyty i będę myśleć dalej. Zdecydowałam się podmienić część oryginalnych bloków, dlatego też zmieniłam nazwę projektu na Former Farmer's Wife. 
      Ostatnie dni przyniosły niskie temperatury i duże opady śniegu. W mojej starej chacie nie ma wiatrołapu i doszłam do wniosku, że dobrym rozwiązaniem może okazać się powieszenie patchworku na drzwiach wejściowych tak, aby zasłaniał część ściany i opierał się o podłogę. Chcąc poprawić sobie komfort cieplny, postanowiłam wypróbować rozwiązanie tymczasowe i powiesiłam niedokończoną kołderkę. Ma już lamówkę, ale nie jest jeszcze wypikowana na gotowo. To działa! Na potrzeby ocieplenia przedpokoju powstanie kołderka wg projektu z pewnej holenderskiej książki. Mam nadzieję, że przed kolejną zimą będę mogła pokazać gotowy patchwork. Nie wiem jak to się stało, ale tym sposobem będę mieć rozpoczęte cztery projekty kołderkowe. Trzymajcie za mnie kciuki.

      W ostatnich dniach mam mniej czasu na robótki, gdyż z radością korzystam z uroków zimy, które są dla mnie dostępne dosłownie za progiem,  do czego i Was zachęcam.

      sobota, 26 grudnia 2020

      Skończone przed pierwszą gwiazdką

      W jednym z pierwszych tegorocznych wpisów pokazałam poduszkę z choinkami, której nie udało mi się skończyć przed zeszłorocznymi świętami. Tym razem było inaczej. Dzień przed Wigilią wciągnęłam końcówki nitek. Niepozorna serweteczka została skończona na czas. Przy okazji naszła mnie refleksja, że moje zbiory prac świątecznych są całkiem spore, a wciąż przede mną bombki frywolitkowe, które od kilku lat mam w planach. Koleżanki śmieją się ze mnie, że powinnam je zacząć robić zaraz po świętach, najpóźniej w pierwszym tygodniu po Wielkanocy i chyba w przyszłym roku tak właśnie do tego podejdę, zwłaszcza że będzie po temu dobra okazja.
      Po skończeniu serwetki z poprzedniego wpisu nie planowałam robić przed świętami kolejnej serwetki, bo wiedzałam, że jestem dość mocno opóźniona z przygotowaniami świątecznymi, ale zobaczyłam wpis Renulka (Renaty Niemczyk) na jednej z grup, gdzie pokazała śnieżynkę zrobioną na guziku z czterema dziurkami i ten motyw mnie po prostu zauroczył. Trochę go zmodyfikowałam i voila, oto jest. Wykonano z kordonka Aida 20.
       
      Jak możecie zobaczyć, zostało mi jeszcze trochę zadrukowanch kółek z kolekcji Makeover'a i na pewno powstanie jeszcze niejedna serwetka z frywolitkowym brzegiem, chyba że będę mieć pomysł wykończenia kółka inną techniką koronczarską.
      Jeżeli moich czytelników bardziej interesuje to, co na talerzyku, to jest to boski tort makowy ze zrobionymi własnoręcznie wiórkami czekoladowymi i zrobioną specjalnie do tego tortu konfiturą pomarańczową. Na moim świątecznym stole gości po raz trzeci i na pewno nie ostatni.
      Teraz nastał odpowiedni czas, aby rozpocząć snucie przyszłorocznych planów robótkowych. Coś mi się wydaje, że znów częściej na tych stronach zagości patchwork, ale frywolitki nie porzucę tym razem na tak długo, jak ostatnio. Może w przyszłym tygodniu znajdę jakąś chwilę, aby przed Nowym Rokiem jeszcze coś skończyć. 


      piątek, 4 grudnia 2020

      Święta łączą

       

      Za czery dni minie siedem lat od opublikowania w tym internetowym pamiętniku robótkowym pierwszego wpisu. W tamtym czasie zajmowałam się różnymi technikami, ale o szyciu patchworków tylko nieśmiało marzyłam. Przez pierwsze lata pisania bloga najwięcej postów dotyczyło frywolitki, choć przewijały się tu różne techniki. 
      W ostatnich latach po czółenka sięgami niezwykle rzadko. Pod koniec września poznałam osiem fantastycznych frywolitanek, których prace podziwiałam od dawna, jednak chęć dokończenia prac patchworkowych cały czas mnie od tych czółenek odciągała.
      Od początku grudnia uczestniczę w prezentacji prac świątecznych organizowane przez Stowarzyszenie Patchworku Polskiego. Na ten moment mogę pochwalić się jedną poduszką, więc postanowiłam coś szybko zrobić. 

      Z panelu świątecznego Makower'a wycięłam okrągłe elementy i zastanawiałam się jak je wykorzystać. Już kiedyś miałam podobny panel tej firmy i pozszywane elementy wypchałam kulką silikonową, ale efekt mnie nie zachwyca. Czekają na rozprucie i przerobienie. Te elementy zdecydowałam się wykorzystać na płasko.
      Uszyłam dwa miniquilty. Czy na pewno są to quilty? Są trzy warstwy,  była więc kanapka, jest pikowanie, dlatego chyba jest to jednak quilt. Nadrukowany na tkaninie wzór nieodparcie kojarzył mi się z koronką.

      Tak więc pomysł nasunął się w zasadzie sam. Część tkaninową o średnicy 10 cm obrobiłam koronką frywolitkową. Skoro jest fuzja smaków, to dlaczego nie miałoby być fuzji technik robótkowych. Myślę, że ta świąteczna praca połączyła je w udany sposób.  Szary miniquilt też czeka na wykończenie frywolitką. A czy Wy przygotowujecie coś na święta? Zostało dwadzieścia dni, jest jeszcze czas aby coś zrobić.