Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 grudnia 2016

Grudniowa Begonia


Skończona już kilka tygodni temu, o czym nawet w którymś poście pisałam, druga zrobiona przeze mnie chusta o nazwie Begonia Swirl (klik) doczekała się prania i blokowania.

Bardzo zależało mi na wpleceniu koralików. Do gustu przypadły mi koraliku w lekko opalizującym kolorze. Ich fioletowe refleksy lekko odcinają się od zieleni chusty. Te jedenaście rzędów, w których w każdym wplatałam ponad dziewięćdziesiąt koralików było najbardziej mordercze. Iście kopciuszkowa robota, ale efekt wynagradza ten trud. Chustę zrobiłam z przeznaczeniem dla siebie i zastanawiam się do czego będę ją nosić. Muszę pomyśleć nad jakimiś stylizacjami.
Jeszcze dla uzupełnienia, chusta została wykonana z włóczki Drops Lace. Zużyłam jakieś 70 g. Robiłam na drutach 3,75 mm.











Drutów nie odłożyłam daleko, ale w ostatnich tygodniach wolny czas spędzałam przy maszynie. Powoli pikuję mój kocyk-kołderkę, który pojawił się już na tym blogu pod nazwą "Różany ogród". To moje pierwsze tak duże pikowanie. Powoli posuwam się do przodu, z naciskiem na powoli i trzeba z tego wyłączyć ostatni tydzień, który jeśli chodzi o szycie był kompletnie bezproduktywny, choć w ogóle tak całkiem bezproduktywny to nie był, gdyż przyszedł mi do głowy całkiem nowy patchworkowy pomysł. Udało mi się przelać ten pomysł na papier. Co do pomysłu, to rąbka tajemnicy nie uchylę, ale mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach uda mi się i skończyć pikowanie, i zrealizować pomysł. Trzymajcie za mnie kciuki.

sobota, 14 maja 2016

Wiosenna begonia

Dość długo to trwało, ale w końcu udało mi się skończyć chustę wg wzoru o nazwie Begonia Swirl, który swego czasu bardzo mnie urzekł i który wybrała sobie moja Bratowa, bo robiłam chustę z przeznaczeniem właśnie dla niej. Początkowo miała być prezentem na gwiazdkę, potem na imieniny i właściwie jest prezentem imieninowym, choć trochę spóźnionym.












Chusta ma kształt ... hmm, no właśnie, jaki ona ma kształt? W każdym razie do blokowania rozpinałam ją na planie okręgu.
Wydziergana jest z szarobłękitnej Drops Lace (mieszanka alpaki 70% i jedwabiu 30%). Zużyłam 80 g, czyli jakieś 640 m włóczki. Chusta ma 35 cm w najszerszym miejscu, a najdłuższy brzeg mierzy 350 cm.






W każdym z 46 liści wrobiłam po 23 koraliki. Łatwo policzyć, jest ich 1058 i to one tak spowolniły pracę. Początkowe 65 rzędów zrobiłam bodaj w 4 dni, a pozostałe 30 posuwały się w tempie wolniejszym, niż ślimacze.

Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona i nie jest wykluczone, że dla siebie też taką popełnię, ale już w innym kolorze.






niedziela, 16 sierpnia 2015

Alpejskie łąki w letnie upały


Jest szansa, że letnie upały właśnie się kończą. Chyba wszyscy mają dość i trudno się temu dziwić. Gdy zaglądam na zaprzyjaźnione blogi widzę, że niewiele tam jest nowych wpisów. No ale trudno jest tworzyć przy takiej pogodzie. Ja starałam się nie dawać za wygraną i tak powstała moja wersja Alpejskich łąk wg wzoru, którego autorem jest Oksana Kuschovenko. Szczerze mówiąc, to jest ona autorką pomysłu na chustę z wykorzystaniem wzoru kultowej japońskiej projektantki Hitomi Shida, a wzór jest między innymi w tej książce.  Przez meandry tworzenia tego ażuru prowadziła mnie Intensywne Kreatywna. Dzięki jej filmikom wszystko było do przebrnięcia.

Chusta powstała z wspaniałej wełenki Merino Lace 400 w kolorze nr. 78, czyli turkusowym. Kupiłam  125 g.  Na chustę zużyłam 103g i koraliki TOHO8 w ilości 530 szt. Zostały umiejscowione po 3 szt. w ogonkach liści i w każdej z 260 pikotek. Robiłam  drutami 3,25 mm (część gładka) i 3,5 mm (ażur). Chusta powstała w 16 dni i jest to chyba mój rekord. 
Wymiary: po zblokowaniu 183 cm x 55 cm. Ta wełenka w blokowaniu nie rozciąga się aż tak bardzo, jak inne.

Przy okazji tej pracy przekonałam się, jak przydatną rzeczą jest mini mata do koralików. Ma 8,5 x 14,5 cm i idealnie nadaje się do pracy w trudnych okolicznościach przyrody, gdzie koraliki mogłyby nam się rozsypać, czyli np. w podróży lub w ogrodzie. Wczoraj dziergając w kuchni nieopatrznie wysypałam koraliki do małego trójkątnego naczynka, ale trąciłam je i w konsekwencji musiałam zbierać koraliki rozrzucone po całym pomieszczeniu. A z tą matą nic takiego się nie przydarza. W podróży też świetnie się sprawdziła. Denerwuje mnie tylko jej sztuczny zapach, ale ...
Trochę nagimnastykowałam się z rozpinaniem chusty w czasie blokowania. Chciałam, żeby szybko wyschła, a na poddaszu było ze 40C i dosłownie jest skropiona kapiącym z mojego czoła potem. Szpilek też nawbijałam całkiem sporo.
Uroda gotowej chusty wynagradza wszystkie trudy. Jest naprawdę piękna! To mój pierwszy ażur i już wiem, że na pewno nie ostatni. 





piątek, 22 maja 2015

Wiosenna zieleń nowej chusty






























Parę tygodni temu obiecałam Wam pokazanie kolejnego entrelaca w pełnej krasie, czyli na zdjęciach, do których się przyłożę, a tymczasem czas jakoś przyspieszył. Dni mijały, a zdjęcia jakoś były tylko w mojej głowie. W końcu zrobiłam i to 9 maja, ale znów świat zawirował i pojawiły się inne tematy na tapecie, głównie zawodowe, a one musiały spokojnie poczekać. W końcu dzisiaj usiadłam do komputera i chyba trochę przekombinowałam, ale chciałam pokazać na jednym zdjęciu z dwóch stron. Oryginalnie udrapowana na żakiecie chusta zawisła na żyrandolu. Ekspresja kolorów tej pięknej włóczki bardzo mnie cieszy. Chusta wyszła całkiem spora: 210 cm rozpiętości, a w drugą stronę 100. Jest zrobiona z 250g włóczki Lang Jawoll Magic. Wygląda na ciepłą.
 

Podobnie, jak poprzednia chusta została obrobiona dookoła jednym cięgiem. 
Zaglądam na zaprzyjaźnione blogi i widzę, że na wielu z nich podobnie, jak u mnie inne, nierobótkowe sprawy przeważają. Od ostatniego wpisu nie sięgnęłam po pasiasty sweterek i nie rozplanowałam podkroju pach, ale za to zaczęłam nowy szal i jest szansa, że do urlopu skończę, a jak nie to do zimy na pewno. Jeszcze go teraz nie pokażę, bo nie chcę Was zanudzać.


Zamiast zajmować się robótkami, ja cały czas rozglądam się za kwiatkami i chłonę wiosnę. I żeby mnie zachwycały wcale nie muszą być okazałe. Marzy mi się jakiś plener na łonie natury, ale na to muszę trochę poczekać, chociaż czasem żeby coś ciekawego zobaczyć nie trzeba się daleko wybierać.










W ubiegłą niedzielę, przy okazji spaceru do urny wyborczej zobaczyłam na płocie takie cudo. W  drodze do pracy podziwiam już przekwitające nieco kasztanowce, a także całkiem świeże jarzębiny i kaliny. Oj jest cudnie. Nie chce się siedzieć w domu przy robótkach. Może w weekend siądę sobie pod chmurką i trochę podziergam.

sobota, 14 marca 2015

Skrzydło motyla

Od czasu do czasu lubię błąkać się z aparatem fotograficznym i pstrykać to, co mijam po drodze. Najchętniej uwieczniam przyrodę, a kwiaty i motyle, to moje ulubione tematy. Jesienią ubiegłego roku Intensywnie Kreatywna zapowiedziała razemrobienie szala autorstwa Melindy VerMeer, którego wzór przypomina skrzydło motyla. Bardzo mi się spodobał i od razu kupiłam włóczkę. Postanowiłam, że tym razem to nie będzie nic z pomarańczem i padło na turkusy.
Robótka powstawała etapami, bo szal, a raczej chusta zaczęta w listopadzie, została skończona w ubiegłym tygodniu. Żeby wyeksponować ażury w klinach chustę, po zdjęciu z drutów, trzeba było zblokować. Niestety, nie położyłam nic na styropianie i potem musiałam wydłubywać białe kuleczki z chusty. Nauczka na przyszłość. Nie wiem, co mnie podkusiło, bo wcześniej zawsze rozkładałam prześcieradło frotowe, które jednocześnie świetnie odciągało wodę z robótki.















Jest to świetny wzór dla osób, które tak jak ja, dopiero zaczynają swoją przygodę z ażurami. Dobrze dobrana włóczka może dać tu znakomity efekt. Miałam ochotę na kolory, jakie występują na skrzydłach motylich, ale ostatecznie padło na ten kolor.
Wzór można ściągnąć nieodpłatnie z Ravelry. Moja chusta została wykonana na drutach 4,0 mm z włóczki YarnArt Wool w kolorze antracytowym i Lang Jawool Magic w odcieniach turkusu.

Krym 2008
1992 Kodak Gold 100

























Przy okazji prezentacji chusty chciałam przemycić trochę mojej fascynacji skrzydlatym światem motyli. To zdjęcie po lewej stronie zrobiłam jeszcze aparatem analogowym na negatywie. Dzisiaj zeskanowałam zdjęcie aby móc tutaj opublikować. Przez chwilę zastanawiałam się, jak długo będę szukać tej klatki, którą miałam gdzieś w pamięci, ale okazało się, że w negatywach panuje całkiem niezły porządek. Wówczas robiłam jakieś 15-20 filmów rocznie i wydawało mi się że robię bardzo dużo zdjęć, a to zaledwie 570-760 klatek. Jako posiadaczka aparatu cyfrowego miałam takie dni w swoim życiu, gdy jednego dnia potrafiłam tyle zrobić. Ale te robione dawniej w większości pamiętam, te robione teraz nawet po intensywnej selekcji nie dadzą się zapamiętać, może dlatego, że jest ich tyle, że rzadko się je ogląda.
Na szczęście pamiętałam swoją wizytę w hodowli motyli w ogrodzie botanicznym w okolicach Jałty (Нікітський ботанічний сад). Krym był wspaniałym miejscem na wakacje. Szkoda, że trzeba o tym pisać w czasie przeszłym. 

sobota, 27 grudnia 2014

Chusta w technice entrelac

Jeszcze w listopadzie udało mi się skończyć entrelakową chustę, ale była przeznaczona na prezent gwiazdkowy, więc wolałam jej publicznie nie pokazywać. Od trzech dni jest już u właścicielki i mogę ją w końcu opisać. 
Ponad 70% tej chusty powstało w podróży, więc nazwałam ją chustą podróżną. Jest bardzo Ciepła.
Od takiej entrelakowej chusty zaczęła się moja przygoda z drutami. Rok temu na festiwalu w Bobowej moja koleżanka Sylwia dziergała swoją chustę i nie mogłam oczu oderwać od kolorowych kwadratów. Po powrocie do domu zaczęłam penetrować sklepy włóczkowe i internet w poszukiwaniu instruktażu. Tak trafiłam na blog Intensywnie Kreatywnej i jej  filmiki. Pierwszą rzeczą zrobioną w tej technice był szal, a teraz przyszła pora na chustę i to pewnie nie ostatnią.

Przekonałam się, że są dwie techniki robienia takiej chusty, albo zaczyna się od jednego kwadratu, albo od trójkątów ustalających jednocześnie docelową szerokość chusty i robi się rzędy z malejącą liczbą kwadratów, aż do ostatniego. Największym wyzwaniem  okazało się obrobienie tej chusty dookoła jednym cięgiem. Na szczęście mam parę długich żyłek do łączenia. 
Grudzień upłynął mi na przygotowaniach świątecznych, których słodkie aspekty można zobaczyć we wcześniejszych postach, Pora teraz znów sięgnąć po niedokończone robótki i zafundować sobie chwilę relaksu.
Wszystkim robótkującym życzę wielu pomysłów twórczych w nadchodzącym 2015 roku i czasu na ich realizację.
Ja na przyszły rok mam już parę pomysłów, ale u mnie to największy problem jest z czasem. Mam nadzieję, że po kilku latach przerwy uda mi się wrócić do haftu krzyżykowego i to w kontekście własnych projektów. Jeden już mam w głowie, muszę tylko przelać na papier. Zastanawiam się, czy nie przyjąć założenia, że w każdym roku zrobię przynajmniej dwie prace w każdej z lubianych przeze mnie technik. To przynajmniej zapewniłoby jakąś różnorodność.
Chusta została wykonana z włóczki Drops Delight kolor nr 17, 75% wełny superwash, 25% poliamid 350 m/100g, zużycie 3,8 motków po 50 g = ok. 700 m. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

W pachnącej atmosferze przygotowań świątecznych ...

W pachnącej atmosferze przygotowań świątecznych jest raczej kiepski klimat na robótki ręczne z użyciem niteczek. Dzisiaj w końcu udało mi się zarobić ciasto na pierniczki. Przez ostatnie dni wszystko mnie od tego odciągało...
Pewnie już niedługo będę mogła pochwalić się moimi cukierniczymi wyrobami. 
Tymczasem rozgrzebałam parę prac i tak sobie powoli dziergam. Jedną z nich jest chusta - szal Nymphaidea. Urzekł mnie związek tego wzoru z motylami, których żebrowane skrzydełka też są często cieniowane. Tym razem zdecydowałam się pójść w odcienie turkusu i niebieskiego, a to pewnie za sprawą prezentu urodzinowego, który właśnie dynda sobie w moich uszach. Z robótek rozgrzebanych jest jeszcze serwetka szydełkowa, którą mam na etapie połowicznego okrążenia, ale do połowy serwetki muszę jeszcze trochę porobić - wiadomo okrążenia są coraz dłuższe.W tym roku jakoś już udziela mi się nastrój świątecznych przygotowań, a to pewnie dlatego, że nigdzie w najbliższym czasie nie wyjeżdżam i mogę w spokoju sobie wszystko zaplanować. 
Grudzień nie będzie chyba dla mnie dobrym miesiącem robótkowym, ale podsumowując ten rok, jak na mnie naprawdę nie jest źle, zwłaszcza że po latach odkryłam na nowo radość drutowania. 

niedziela, 17 sierpnia 2014

Gotowa na jesień

Chciałoby się powiedzieć, że koniec wieńczy dzieło, a radość tym większa, że to moja pierwsza w życiu dzianina z elementami ażurów. Ale ten wzór tak mi się podobał, iż nie mogłam się oprzeć. Czytelnicy poprzednich wpisów wiedzą, że pierwsza próba była z szarej wełny, ale mi po prostu nie szło, a może trzeba było tych kilku prób, aby opanować wzór. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W międzyczasie zmieniłam koncepcję kolorystyczną i z tej jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Chusta jest w pięknych jesiennych barwach i jak patrzę w kalendarz, to tak sobie myślę, że w przyszłym miesiącu będzie okazja aby ją założyć.























Dopiero w tym roku dowiedziałam się, jak należy konserwować dzianiny wełniane i przyznać muszę, że nadanie dzianinie kształtu zdecydowanie podnosi jej walory estetyczne. Trzeba na to mieć trochę miejsca. Ja rozłożyłam sobie cztery płyty styropianowe, przykryłam je frotowym prześcieradłem i na tym rozpostarłam chustę. Frota wchłania wodę i przyspiesza schnięcie dzianiny. Do "zatrzymania" kształtu nadają się te wełniane, lub z dużą domieszką wełny. Moja chusta jest wykonana z mieszanki wełny i jedwabiu.

Dzisiaj walczę z nabraniem na druty następnej robótki i słowo "walka" jest tu jak najbardziej na miejscu. Ale tak to jest gdy robi się coś po raz pierwszy, a ja właśnie zaczynam chustę robioną od dołu i na początek mam kilkaset swawolnych oczek. Może po przerobieniu paru rzędów sytuacja unormuje się.