Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serwetka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2023

Frywolitkowa "Sabina" i inne pasje

Kiedyś często siadałam z czółenkiem i wiązałam frywolitkę, ale ostatnio jest sporo innych pokus rękodzielniczych i czółenko mam w ręce glównie na spotkaniach frywolitanek.

Jednak gdy Laura Bziukiewicz ogłosiła wydarzenie - wspólne robienie zaprojektowanej przez nią serwetki Sabina, nie wahałam się ani chwili. Pierwszego września otrzymałam wzór i zaraz w poniedziałek po powrocie z przedłużonego weekendu przystąpiłam do pracy.


Nie był to dla mnie dobry czas na realizację tego wyzwania, ale bardzo mi zależało na ukończeniu serwetki w terminie jaki zakładało wyzwanie. Nie udało mi się to, ale z czterodniowym opóźnieniem serwetka była gotowa. 
Od końca sierpnia planowałam zrobienie sobie jakiejś nowej serwetki do kuchni, dlatego też z wybrorem koloru nici nie miałam żadnego problemu. Serwetka miała pasować do ceramiki bolesławieckiej, a to czy pasuje możecie ocenić patrząc na poprzednie zdjęcie.




Sabina to oczywiście nie pierwsza serwetka Laury. Osoby robiące frywolitkę znają tę autorkę i mają jej wspaniale wydaną książkę.
Laura Bziukiewicz jest jedną z dwóch polskich autorek książek frywolitkowych, która wzięła wydanie książki w swoje ręce. Książki obu Pań mam, te Ewy Wasyliszyn również. Może zimą uda mi się zmaterializować parę zawartych w nich wzorów.
Laura dzieli ze mną również inną moją pasję, do przyrody i ziół. Choć znam Laurę od osiemnastu lat, zupełnie nie miałam pojęcia, że jest kopalnią wiedzy w zakresie zielarstwa, dlatego ogromnym zaskoczeniem dla mnie było ukazanie się w tym roku jej książki "Kurpie ziołowe". Lauro, podziwiam Cię, życzę dalszych sukcesów i trzymam kciuki za Twój rozwój osobisty. Obie książki serdecznie wszystkim polecam!





Skoro już o pasjach mowa, to trochę zmienię temat, ale nawiążę do czajniczka na pierwszym zdjęciu, czyli ceramiki bolesławieckiej. Kiedyś wiele lat temu, gdy wynajmowałam mieszkanie i jadąc tramwajem mijałam sklep firmowy "Bolesławca" obiecywałam sobie, że kiedyś tam wstąpię pooglądać i może coś sobie kupić. Lata mijały, a ja dalej powtarzałam to jak mantrę, aż w końcu wyprowadziłam się z tego miasta i wróciłam w swoje rodzinne strony. Pewnie jednak podświadomie nie chciałam w wynajętym mieszkaniu gromadzić zbyt wielu rzeczy.

Niedługo potem zrobiłam remont kuchni i na ścianach zostały położone kafelki w drobne kobaltowe kwiatki. Powstało wnętrze jakby zaprojektowane pod tę ceramikę. Naczynia dekorowane charakterystyczynmi stempelkami zaczęły się w nim pojawiać jedno po drugim.
Bardzo chciałam zobaczyć jak się je tworzy. Udało mi się to w tym roku. Przy okazji wizyty w Bolesławcu obiecywałam sobie, że zrobię przysłowiowy milion zdjęć, ale szał zakupów okazał się ważniejszy. Przywiozłam do domu w zasadzie wrzystko to, co chciałam i jedynie to, co chciałam. Zdjęć wprawdzie nie zrobiłam zbyt wiele, ale mogłam zobaczyć jak takie naczynia się tworzy.

Nie wiem, czy słyszeliście określenie ceramika stempelkowa. Ta nazwa oddaje sposób, w jaki nanosi się dekoracje. Miskę na zdjęciu powyżej dekoruje się korzystająć z siedmiu rodzajów stempli. Stemple to takie minigąbeczki. Na zdjęciu obok możecie zobaczyć zasobniki ze stęplami, albo inaczej warsztat pracy dekoratorki. Żałowałam, że nie mogłam dłużej poprzyglądać się pracy dekoratorek, ale dane mi było spróbować posługiwania się stempelkiem, a także przykleić ucho do kubka. Kubek z przyklejonym przeze mnie uchem ma szanse do kogoś trafić, ale stemplowanie było tylko na próbę. Jak już zobaczyłam produkcję, to teraz zamarzył mi się udział w warsztatach. Może kiedyś...


Przy okazji tegorocznej wizyty w Bolesławcu przekonałam się jak wielu jest miłośników ceramiki bolesławieckiej. Na rynku w jednym ze stoiski była taka oto waga z napisem, który tutaj w cieniu i na małym zdjęciu może być nieczytelny, dlatego pozwolę sobie go przytoczyć: ceramika bolesławiecka na wagę złota. Fajny pomysł z tą wagą. 




 


niedziela, 21 lutego 2021

Koronkowa wiosna

 

Dostęp do sieci i mediów społecznosciowych sprawia, że ciągle jesteśmy zachęcani do udziału w różnych wydarzeniach, czy też wspólnym robótkowaniu. Człowiek staje przed wyborem: spacer czy wspólne szycie. Propozycji jest wiele i doba bywa zdecydowanie za krótka, aby wziąć udział we wszystkich wyzwaniach, w jakich chciałoby się uczestniczyć. W styczniu zgłosiłam się do wydarzenia ogłoszonego przez Laurę Bziukiewicz, które polegało na wysupłaniu niewielkiej serwetki o wdzięcznej nazwie Amanda, będącej projektem Laury.

Wszystko dobrze szło do przedostatniego rzędu. Postanowiłam trenować obliczanie zużycia nici i nawijałam na czółenka tyle, ile wydawało mi się, że potrzeba i szło mi bardzo dobrze. Obliczenia zajdowały potwierdzenie w praktyce, ale ten rząd z fioletowymi kwiatkami naprawdę dał mi popalić. Zaczynałam go sześć razy i za każdym razem popełniałam błąd w tym samym miejscu. Mój poziom frustracji sięgnął zenitu, ale nie poddałam się. Jak w końcu udało mi się bęzbłędnie zacząć, to już jakoś poszło.
Termin zakończenia wydarzenia już dawno minął bodajże pod koniec stycznia. Na całym świecie powstało kilkaset serwetek w rozmaitych kombinacjach kolorystycznych. Tak wiele osób zrobiło tę serwetkę, a jest jeszcze pewnie co najmniej drugie tyle, które są w trakcie supłania.

Choć jak wspomniałam robienie serwetki było wydarzeniem w internecie, to Laura nie jest dla mnie li tylko osobą znaną z sieci. Jakieś piętnaście lat temu zawitała ze swoimi frywolitkami do domu kultury obok mojego bloku, w którym wówczas mieszkałam i tak się poznałyśmy. Nawet nie chce mi się wyobrażać sobie ile od tamtej chwili powstało frywolitkowych dzieł zrobionych rękami Laury, ale nie znam drugiej osoby która robi frywolitki tak szybko. 
Pod koniec ubiegłego roku stałam się posiadaczką książki "Folklor polski. Sztuka ludowa, tradycje, obrzędy". Laura jest autorką rozdziału o Kurpiach. Myślę, że jest również na dobrej drodze do tego, aby Kurpie kojarzyły się między innymi z frywolitką. W końcu kiedyś nikt w Koniakowie nie znał koronki koniakowskiej, ani w Bobowej bobowskiej, To ludzie zainicjowali te tradycje, bez których nie wyobrażamy sobie dzisiaj tych dwóch wspomnianych miejscowości. Często za konkretnym wzornictwem i zwyczajami stoją artyści. Tak jest w przypadku motywów zakopiańskich, zwłaszcza w architekturze, jak i malowanych chat w Zalipiu. Nie mam nic przeciwko temu, aby kiedyś mówiło się o frywolitce kurpiowskiej.

Powoli zbliżamy się do Świąt Wielkanocnych, pora, aby pomyśleć o zrobieniu ozdób świątecznych. Może w tym roku uda się coś usupłać. Życzę Wam czasu na realizację wszystkich planów robótek świątecznych.

niedziela, 26 sierpnia 2018

Koronkowy prezent

W połowie sierpnia miałam się spotkać ze znajomą, któej nie widziałam od 23 lat. Ba, nie tylko nie widziałam, ale nawet nie miałam z nią żadnego kontaktu. Udało mi się ją znaleźć na facebooku, ale moje zaproszenie do znajomych odkryła po roku. Tym sposobem nastąpiła nowa odsłona bardzo starej znajomości.
Na planowane od jakiegoś czasu spotkanie postanowiłam przygotować jakiś własnoręczny prezent. Czasu nie było zbyt wiele. Ale najważniejsze, że ukończyłam ten czterodniowy frywolitkowy maraton na czas i na 10 sierpnia serwetka była gotowa. Czasu na sesję zdjęciową w spokojnych warunkach już jednak nie było. 
Okazało się, że moja znajoma Anna całkiem dobrze obeznana z szydełkiem, drutami, haftem i szyciem, frywolitki w ogóle nie zna. Mam nadzieję, że prezent jej się spodobał
Razem z nową właścicielką serweteczka popłynęła do Szwecji. Autorem wzoru jest Jan Stawasz. 

wtorek, 22 marca 2016

Serwetka do koszyczka

Wcale nie planowałam zrobienia w tym roku serwetki do koszyczka, ale w pewnej grupie twórczej padła taka inicjatywa i uległam magii wspólnego supłania. Jeszcze jak zobaczyłam, że moja dobra znajoma Grażynka ma już pierwsze okrążenie, to od razu chwyciłam za czółenka. Jedynymi rzeczami, jakie mnie ograniczały była dostępność rozpiski kolejnych okrążeń i niechęć do listków. Z tą niechęcią rozprawiłam się raz na zawsze, a dowodem i owocem tego jest poprzedni post. Serwetka została wykonana z nici Aida 20, jest naprawdę niewielka, ma 22 cm średnicy. Na serwetce są 24 listki i jest to moja pierwsza praca frywolitkowa z liśćmi. Z tego miejsca pozdrawiam Basię, prowodyrkę tego projektu. Autorką pierwowzoru serwetki jest pani Agata Migdał. 

W roli ozdobnika dzisiejszego posta występują pisanki wykonane techniką batikową. Przywiozłam je z wojaży po Podlasiu, a autorką tych pięknych pisanek jest pani Krystyna Cieśluk. Tu na zdjęciu obok w wersji niedokończonej, czyli z naniesionym woskiem, ale niefarbowane. 
Święta Wielkanocne zbliżają się wielkimi krokami. Życzę wszystkim czytelnikom bloga zdrowych, spokojnych i radosnych świąt.

niedziela, 8 lutego 2015

Serwetka na drutach - nie taki diabeł straszny

Od dobrych dwunastu lat przymierzam się do popełnienia serwety na drutach. Mniej więcej tyle lat temu pewna Ela z Poznania pokazała mi jak taką serwetę zacząć. Ale jak to u mnie pomysł goni pomysł, kilka rozgrzebanych prac to standard, a z serwetą na drutach jakoś mi do tej pory nie było po drodze.
Nawet w styczniu po raz drugi korzystałam z uprzejmości koleżanek które pokazywały mi jak zaczynać serwetkę i nawet jak zrobić to korzystając z magic loop, ale doba była za krótka.
Tymczasem dzięki ogłoszonemu przez Intensywnie Kreatywną wyzwaniu, serwetka powstała w tempie błyskawicznym. To naprawdę dobry projekt, żeby zacząć swoją przygodę z serwetkami na drutach, tak przynajmniej po tym jednym zadaniu uważam.
Serwetka została wykonana z kordonku Kordonet 10 i po wypraniu i naciągnięciu ma średnicę 25 cm.
Przy blokowaniu serwetki korzystałam oczywiście ze swojej "pajęczynki". Po raz kolejny sprawdziła się znakomicie i każdemu, kto kocha serwetki takie rozwiązanie polecam.

Już wiem, że jestem gotowa, żeby sięgnąć po jakiś większy, acz niezbyt skomplikowany wzór. Oczywiście marzy mi się Niebling, ale nie od razu Kraków zbudowano.

A w tle mój frywolitkowy ufok, którego zaczęłam wcześniej niż pisanie bloga i przez ostatni rok nie tknęłam. Może przed kolejną wiosną warto by po tą pracę sięgnąć. Tymczasem na dzień dzisiejszy z robótek ręcznych przewiduję wyłącznie odśnieżanie.

wtorek, 6 stycznia 2015

Biały początek roku

Jeszcze w pierwszy dzień Bożego Narodzenia za oknem było szaro i ponuro, ale już dzień później spadł śnieg i na świecie zrobiło się nieco jaśniej. Choć ten śnieg szybko stopniał, to znowu napadało, a dwa dni temu mieliśmy nawet śnieżną burzę. Biało ostatnio zrobiło się w mojej szufladzie z robótkami. 
Na grudniowym spotkaniu robótkowym zaczęłam serwetkę na szydełku, którą w pierwszej kolejności chciałam zrobić z japońskiej książki z wzorami szydełkowymi. Dwa ostatnie tygodnie grudnia to dla mnie nie był czas na robótki ręczne, a może inaczej, był to czas na takie bez użycia nitek. Znów nie zrobiłam żadnej ozdoby choinkowej, więc chyba będę nadganiać jeszcze w karnawale, żeby coś było na tegoroczne Boże Narodzenie. Trochę czasu jeszcze zostało. Tymczasem w pierwszych dniach tego roku udało mi się skończyć prostą białą uroczą serwetkę. Serwetka wg książki ma 52 cm średnicy, ale ta moja jest nieco mniejsza, bo jej średnica wynosi 37 cm, 
Zaczęłam już pracować nad kolejną pracą, która zaczęta jeszcze w sierpniu leżała sobie i czekała na moje zainteresowanie. Niespodziewany zastrzyk mobilizacji sprawił, że znów po nią sięgnęłam. Zaczęłam od całkowitego sprucia i rozpoczęcia od nowa, ale o tej pracy napiszę w jednym z następnych wpisów.
Pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga i życzę Wam na ten rok dużo weny i zapału do robótek. Mamy jeszcze 360 dni na ich realizację. 

środa, 13 sierpnia 2014

O kolorach serwetek

Ostatnio cały czas drutuję i moja chusta systematycznie rośnie. Jak tak sobie miarowo dziergam, to nachodzą mnie różnorakie refleksje i dywagacje. Na przykład, że odkąd pamiętam, najbardziej podobały mi się serwetki szydełkowe (wtedy gdy nie słyszałam jeszcze nawet o koronce frywolitkowej, czy klockowej) w kolorze białym, no ewentualnie ecru lub beżowym. Te w kolorze do mnie nie przemawiały i wydawały mi się mało eleganckie. W zasadzie jest tak do dzisiaj.



Jednak jakiś czas temu trafiły w moje ręce niezwykłe wzory, których uroda skłoniła mnie do popełnienia kilku kolorowych serwetek. Obie powyższe serwetki są projektami Mayumi Sato. Ta na samej górze oryginalnie powinna być z różowymi kwiatkami na białej koronce, ale mnie ten układ z brązowymi kwiatkami jakoś bardziej leżał i bardziej pasuje do wnętrza. Niebieska serwetka zrobiona trochę dla kaprysu i urody wzoru znalazła swoje miejsce w kuchni, gdzie świetnie pasuje.

Kolejną kolorową serwetką jest ta obok, projektu Yoko Suzuki. Z uwagi na okazjonalność barw gości na widoku jedynie na przełomie roku i jest nieodłączną towarzyszką przystrojonej choinki.

Robiąc frywolitki byłam bardziej odważna w wyborze nitek, ale zawsze kolor stosowałam i stosuję z umiarem. Moje okrągłe serwetki nie są zbyt kolorowe, ale w przypadku koronek brzegowych pozwalam sobie na większą ekstrawagancję.

niedziela, 1 czerwca 2014

Trzy i pół okrążenia w jeden dzień

Renulkowa serwetka leżała odłogiem dobre dwa tygodnie z okładem. Ale w piątek przyszedł na nią czas i próbowałam nadrobić zaległości. Miałam sporo wolnego czasu w podróży i odreagowałam stresy minionego miesiąca machając czółenkiem. To bardzo dobry sposób na rozładowanie złej energii. Przynajmniej dla mnie. Korci mnie, aby w ósmym okrążeniu coś pokombinować, ale jeszcze nie zdecydowałam się ostatecznie. Nie jest to jedyna robótka nad którą pracuję. Ostatnio zamarzyła mi się apetyczna serwetka płócienna obrabiana na szydełku. A dlaczego apetyczna? Może zobaczycie już w następnym poście. I jeszcze pochwalę się, że w ostatnim tygodniu mój zbiór czółenek powiększył się o pięć nowych, każde w innym kolorze. Bardzo wygodnie się nimi robi.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Co nagle to po diable

Kończąc serwetkę miałam sporo prac domowych i ogrodowych brudzących ręce, a i palenie w piecu im mocno zaszkodziło i mimo intensywnej pielęgnacji nie bardzo nadawały się te moje ręce do białych koroneczek. Ale ja z uporem maniaka supłałam czółenkiem i ech, koronka nie była śnieżnobiała. I niestety... do prania dolałam ACE, no i mam. Seledyn dolnej serwetki nie jest już taki seledynowy
:( 

Całe szczęście, że nie jest to serwetka od kompletu. I cóż, życie uczy, że nic nie uczy.

Dobrze sprawdził się natomiast mój nowy wynalazek i w ten sposób falująca koronka (dolnej serwetki) została naciągnięta i jest idealnie płaska. Szpilki nie były mocowane w tych samych miejscach i trochę widać, ale przy następnym praniu dam radę wyrównać.




O pochodzeniu wzoru górnej serwetki już pisałam we wcześniejszych postach, a ta najnowsza pochodzi z książki "Фриволите. Новые идеи и новые схемы" której autorem jest  Н. Курбатская
Ten jej wzór był bardziej rozbudowany o jakieś dwa rzędy. Do delikatnych gęstych koronek w sam raz, ale jest trochę monotonny. 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Pajęczyna, czyli rozpinacz serwetkowy - robótkowe innowacje

Dzisiejszy post pewnie nie okaże się zbyt atrakcyjny zdjęciowo, ale chciałam się podzielić z Wami czymś, co ostatnio opracowałam. Czuję się stuprocentową autorką, pomysłodawczynią, czy jak tam zwał, bo nigdzie czegoś takiego nie widziałam. 

Kto odwiedzał mój blog wcześniej zdołał już poznać mnie jako miłośniczkę serwet wszelakich, a choćbym nawet straciła wenę do robienia nowych, to i tak mam trochę do prania i konserwacji, więc mój najnowszy wynalazek przyda się na pewno.


Nie jest to pomysł całkiem nowy, bo chodził mi już od jakiegoś miesiąca po głowie, ale że z czasem krucho, to musiał sobie pochodzić. Makieta do napinania serwetek została sporządzona na bazie posiadających wspólny środek okręgów, przez który przechodzą linie pomocnicze dzielące koło na wielokrotności liczby 4 i 6, a dodatkowo na 10 części.

Najmniejszy okrąg ma średnicę 12 cm a największy 90 cm. No cóż, życzę sobie, żeby kiedyś mieć duży stół i tyle zapału, żeby zrobić serwetę o średnicy 90 cm i to na dodatek z cienkich nici :)


W moim mieszkaniu najlepszym miejscem do rozpinania serwetek jest oczywiście materac dużego łóżka. Tutaj też można dobrze zobaczyć rysunek linii pomocniczych. Te dzielące na 10 części nie są widoczne, ponieważ do ich wykonania użyłam białych nici. Wierzę, że jeżeli robicie serwety to skorzystacie z mojego pomysłu (miło mi będzie, gdy przy publikacjach swoich wersji podacie link do tego posta), a może macie własny patent?

sobota, 5 kwietnia 2014

Skąd się wzięły te białe kwiatki

    
Już od dawna podobała mi się zaprojektowana przez Renulka  jej miodowa serwetka online. Ale przez jakiś czas w ogóle nie miałam czasu na machanie czółenkiem, dopiero rok temu skończyłam leżącą półtora roku serwetkę i wzięłam się za inne projekty. Ale kiedy Iza na grupie frywolitkowej zaczęła robić tą serwetkę, to i ja zapragnęłam ją mieć i pod koniec września popełniłam pierwszego kwiatka na otwarcie. Iza szła jak burza i codziennie pokazywała zrobiony kolejny rząd serwetki. Ale że serweta pokaźna i ma ich osiemnaście, to później nie szło już tak szybko. Ale na początku i mnie całkiem sporo przybywało. W pierwszych dniach października w czasie wyjazdu weekendowego przybyło mi nawet całkiem sporo. Ze wzorem Renulka pozostałam do dziewiątego rzędu, dalej postanowiłam spróbować własnych sił w kombinowaniu wzoru



























                                                                                                                          


Planowałam, aby zakończyć kwiatkami z książki o której wspominałam już w poprzednim poście "Occhi - Schiffchenspitze - Frivolité" autorstwa Tatiany Sacharowej i Marianne Langwieser.. Minimalnie je zmodyfikowałam.Ta próba kombinowania wzoru i jej efekt końcowy zachęcił mnie do dalszych eksperymentów z frywolitką. Efekt zobaczycie mam nadzieję jeszcze przed świętami.                                                     

 


niedziela, 29 grudnia 2013

Galeria świąteczna



To nie tak miało być! Dwa tygodnie temu zamieściłam poprzedni post i miałam ambitne plany nie tyle coś wytworzyć, co pochwalić się tym, co zrobiłam przez lata i pieczołowicie odkładałam do szuflady. Niestety, choróbsko powaliło mnie do łóżka, a jak już byłam na chodzie to zostało już niewiele czasu na świąteczne porządki.
Tak czy siak, pokażę co nieco, może ktoś zainspiruje się i coś też zrobi.

Dziesięć lat temu miałam wielki come back do rękodzieła. Wpływ na to miało parę czynników. Od lat kupowałam czasopismo "Anna. Najpiękniejsze robótki ręczne", ale czasu na robótki nigdy nie miałam zbyt wiele. W listopadowym numerze z 2002 roku ogłoszono konkurs na pracę bożonarodzeniową wykonaną techniką haftu krzyżykowego. Zdjęcia prac można było wysyłać do 15 grudnia. Czasu było niewiele, ale postanowiłam podjąć wyzwanie. Efektem była kwadratowa serwetka z ośmioma gwiazdami betlejemskimi.




Wyhaftowanie tej serwety, zrobienie zdjęć analogowych i wywołanie ich w sześć tygodni było naprawdę dużym przedsięwzięciem.
Koleżanka pomogła mi zrobić komputerowo lustrzane odbicie zaprojektowanego wzoru.


Moja serweta nie spotkała się z uznaniem jury. Wygrał bodajże jakiś kalendarz adwentowy. Na wyniki konkursu czekałam osiem miesięcy, w czasie których nauczyłam się koronki klockowej. W pewnym sensie miało to związek z tym konkursem, gdyż drugą nagrodą był zestaw do koronki klockowej. To zwróciło moją uwagę na technikę, która wcześniej pozostawała poza moją uwagą i zasięgiem moich zainteresowań.

W 2005 roku postanowiłam pokazać serwetę na
III Ogólnopolskiej Wystawie Haftu Krzyżykowego Amatorów w Łodzi, ale wystawa zdecydowanie była zdominowana przez prace wykonane wg gotowych schematów i to głównie obrazki.
Serweta w muzealnej gablotce prezentowała się tak:


W 2005 roku postanowiłam pokazać serwetę na
III Ogólnopolskiej Wystawie Haftu Krzyżykowego Amatorów w Łodzi, ale wystawa zdecydowanie była zdominowana przez prace wykonane wg gotowych schematów i to głównie obrazki.
Serweta w muzealnej gablotce prezentowała się na zdjęciu obok.



Cieszę się, że w święta może zdobić mój stół. Jeżeli ktoś będzie zainteresowany zrobieniem podobnej, to chętnie udostępnię wzór.

Gdy haftowałam tą serwetę, moja znajoma zaczęła mi wiercić dziurę w brzuchu, aby nauczyć pewną panią robić na szydełku. 

W tamtym czasie już od lat nie miałam szydełka w ręku, ale znajoma nie odpuszczała i złamałam się, zaczęłam uczyć heklowania


Najlepiej jest uczyć robiąc samemu, więc po zrobieniu na początek mniejszej serwetki sięgnęłam po większy projekt. Mam kilka słabości, miłość do kwadratowych serwet, które nadają się na różne stoły i stoliki oraz miłość do ambitnych, czasochłonnych prac, takich na które potrzeba od 80 godzin wzwyż.

I tym sposobem zaczęłam robić serwetę, która od dawna uśmiechała się do mnie z Anny 12/98.







Koronka była pierwszym wyzwaniem, kolejnym okazało się połączenie jej
z tkaniną. Moim zdaniem najlepiej sprawdza się w takich wypadkach szerokie podłożenie brzegu i mereżka.




Może moja koronka jest trochę krótsza, niż oryginalna w Annie, ale myślę, że zastosowane przeze mnie połączenie z tkaniną okazało się dużo bardziej efektowne.


Koronka podoba mi się tak bardzo, że kiedyś pokuszę się o zrobienie obrusa z takim wykończeniem.








Wieczór zapadł dzisiaj bardzo szybko, jak to w końcu grudnia bywa, ale na szczęście udało mi się uwiecznić dwie mniejsze serwetki.

Prosta serwetka wg projektu pewnej Japonki.


Najlepiej prezentuje się na białym obrusie, ale mój świąteczny stół jest już złożony :)

Szkoda tylko, że te gotowe serwetki do obrabiania nie są ani łatwo dostępne, ani w przystępnej cenie.