Parę tygodni temu obiecałam Wam pokazanie kolejnego entrelaca w pełnej krasie, czyli na zdjęciach, do których się przyłożę, a tymczasem czas jakoś przyspieszył. Dni mijały, a zdjęcia jakoś były tylko w mojej głowie. W końcu zrobiłam i to 9 maja, ale znów świat zawirował i pojawiły się inne tematy na tapecie, głównie zawodowe, a one musiały spokojnie poczekać. W końcu dzisiaj usiadłam do komputera i chyba trochę przekombinowałam, ale chciałam pokazać na jednym zdjęciu z dwóch stron. Oryginalnie udrapowana na żakiecie chusta zawisła na żyrandolu. Ekspresja kolorów tej pięknej włóczki bardzo mnie cieszy. Chusta wyszła całkiem spora: 210 cm rozpiętości, a w drugą stronę 100. Jest zrobiona z 250g włóczki Lang Jawoll Magic. Wygląda na ciepłą.

Podobnie, jak poprzednia chusta została obrobiona dookoła jednym cięgiem.
Zaglądam na zaprzyjaźnione blogi i widzę, że na wielu z nich podobnie, jak u mnie inne, nierobótkowe sprawy przeważają. Od ostatniego wpisu nie sięgnęłam po pasiasty sweterek i nie rozplanowałam podkroju pach, ale za to zaczęłam nowy szal i jest szansa, że do urlopu skończę, a jak nie to do zimy na pewno. Jeszcze go teraz nie pokażę, bo nie chcę Was zanudzać.
Zamiast zajmować się robótkami, ja cały czas rozglądam się za kwiatkami i chłonę wiosnę. I żeby mnie zachwycały wcale nie muszą być okazałe. Marzy mi się jakiś plener na łonie natury, ale na to muszę trochę poczekać, chociaż czasem żeby coś ciekawego zobaczyć nie trzeba się daleko wybierać.
W ubiegłą niedzielę, przy okazji spaceru do urny wyborczej zobaczyłam na płocie takie cudo. W drodze do pracy podziwiam już przekwitające nieco kasztanowce, a także całkiem świeże jarzębiny i kaliny. Oj jest cudnie. Nie chce się siedzieć w domu przy robótkach. Może w weekend siądę sobie pod chmurką i trochę podziergam.










