Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

Po drodze

Oj dawno mnie tu nie było. Czasem życie nie pozwala na regularność. Doczekałam się urlopu i teraz, kiedy większość już o nim zapomniała, ja cieszę się relaksem i staram się jak najlepiej wykorzystać ten czas.
Po drodze w góry, w Kalwarii Zebrzydowskiej odwiedziłam sklepik BIFERNO i tym sposobem przez cały urlop mogę snuć plany robótkowe. Skusiłam się na nici Cotonificio Reter-fil Castellanza, które wyglądają na idealnie stworzone do frywolitki. W koszyku znalazły się również krótkie druty, specjalnie do dziergania w podróży. Niektóre z moich znajomych głaskały turkusowo-niebieski jedwab jak kota i chętnie zabrałyby go ze sobą do domu. Chyba będzie nowa chusta i już nawet wiem jaka.



Tak wyekwipowana pognałam w Pieniny, a one powitały mnie deszczem. Po dniu aklimatyzacji wyszło słońce i nic nie stało na przeszkodzie, aby podziwiać wczesną pienińską jesień. Czas rekreacji nie sprzyja robótkom, ale staram się naładować akumulatory na cały następny rok i wykorzystać każdy promień słońca i jesiennego ciepła. Już sobie obiecuję, że w przyszłym roku wrócę tu przynajmniej na weekend. 

Przy okazji niespodziewanie okazało się, że dla trzech osób muszę przeprowadzić szybki kurs frywolitki. Czółenek miałam wystarczającą ilość, ale niestety, nitki nadającej się na pierwszą lekcję, ze sobą nie zabrałam. Pakując się na kolejne wyjazdy muszę o tym pamiętać i zawczasu zaopatrzyć się w kordonek AIDA 5. Jeżeli spotkacie mnie na jakimś szlaku, zawsze chętnie wtajemniczę Was w arkana frywolitki.








wtorek, 26 sierpnia 2014

Podróże z pasją - święto ceramiki w Bolesławcu

Kto choć raz był w moim domu na pewno widział moją kuchnię i doskonale wie, że ceramika bolesławiecka tworzy jej klimat. Ze względu na ten charakterystyczny kolor indygo nie wszystkim się podoba, no ale cóż zrobić, gdyby wszystko podobało się wszystkim, to chyba nie byłoby takiej różnorodności. W każdym razie domieszka indygo mnie się podoba i kojarzy mi się z wyrazistymi kolorami Meksyku, w którym nigdy nie byłam, ale przynajmniej takie mam o tym miejscu wyobrażenie. Od kiedy skończyłam urządzać moją kuchnię, a było to lat temu cztery, marzyłam o zobaczeniu na żywo święta ceramiki w Bolesławcu. Przez trzy poprzednie lata to się w żaden sposób składało, ale rok temu wpisałam w kalendarz i na szczęście tym razem nic nie stanęło na przeszkodzie.



Na bolesławieckim rynku w ostatni weekend stoisk stanęło bez liku i można było nie tylko zobaczyć ceramikę, ale również odwiedzić pchli targ i spróbować różnorakich specjałów. Moja silna grupa turystyczna odwiedziła to miejsce w ostatni dzień festiwalu, ale przez ostatni tydzień działo się tutaj, oj działo. Nie będę się jednak rozpisywać o tym czego nie widziałam, a dowiedziałam się poniewczasie, dlatego też myślę sobie, aby przy okazji kolejnego festiwalu zmontować jakiś dłuższy wyjazd.

























Może mogłabym załapać się wówczas na jakieś warsztaty, bo choć miałam okazję próbować w swoim życiu zabaw z gliną, ale były to jeszcze próby i mało odważne i mało zaawansowane. A tu tymczasem i można było spróbować jak to się zamienia glinę w kształtne naczynia, jak również przyjrzeć się pracy zawodowych garncarzy.

Oczywiście nie mogłam przejść obojętnie obok tych wszystkich kramików, które oferowały setki wzorów naczyń. W sposób naturalny mój stan posiadania takowych powiększył się, ale po powrocie do domu nie żałuję żadnej decyzji zakupowej.
Odkąd interesuję się ceramiką bolesławiecką widzę jak tworzone są nowe, coraz bardziej wymyślne dekoracje.


Oprócz lokalnych były również firmy z innych miejsc w Polsce. Na zdjęciu obok wyroby jednej z łódzkich pracowni ceramicznych, które były w stanie zaspokoić wyrafinowane współczesne gusty. Ja obok tego stoiska również nie mogłam przejść obojętnie. 









Ten weekend to nie tylko ceramika, ale również seria spotkań towarzyskich z pięcioma pasjonatkami tworzenia: Irenką, Olą, Agnieszką, Asią i Wiesią, którą zaledwie wczoraj poznałam osobiście. Wyjazd weekendowy poprzedziło spotkanie z Agnieszką i Kasią i przy tak doładowanych akumulatorach chciałoby się usiąść i tworzyć, tworzyć, tworzyć, a tymczasem trzeba wrócić do rzeczywistości zawodowej, a apetyt na robótki dopasować do możliwości czasowych, które w najbliższym czasie będą mocno ograniczone.



niedziela, 20 lipca 2014

Podróże z pasją - Festiwal Etnomania w Wygiełzowie

W ubiegłym roku jakoś umknęła mi informacja o festiwalu Etnomania, a może byłam po prostu zakręcona zawodowo ,i nie miałam czasu, żeby pojechać.
Festiwal Etnomania od kilku lat jest organizowany na terenie skansenu w Wygiełzowie i choć to przysłowiowy rzut beretem ode mnie, to jeszcze nigdy tam nie byłam. 
Dzisiaj pogoda była przepiękna na plażowanie nad jeziorem, ale na kontemplowanie dóbr kultury już mniej, ale nie ma co narzekać, bo rzeczywiście było co podziwiać. Ja jednak skupiłam się bardziej na wątku towarzyskim, stąd też dzisiejszy fotoreportaż jest dość wybiórczym przedstawieniem tego, co dzisiaj zobaczyłam.

Ja maniaczka robótek wszelakich patrzyłam z zainteresowaniem przede wszystkim na te techniki, które na dzień dzisiejszy leżą poza zasięgiem moich możliwości.





Myślałam, że w szydełku już niewiele jest mnie w stanie zachwycić, a tymczasem prace pani Agaty Marcinek nie pozwoliły mi oderwać od siebie wzroku. Choć niektóre z tych wzorów są mi od dawna znane, to staranność wykonania tych oglądanych dzisiaj jest naprawdę godna uwagi. Część serwet została zrobiona z bardzo cienkich nici, czyli tego co ja po prostu uwielbiam. Na tym stoisku spędziłam sporo czasu.



Przy wielu stoiskach były zorganizowane warsztaty dla dzieci i dla dorosłych. Każdy mógł tu znaleźć coś dla siebie.










Jak już wcześniej zaznaczyłam, najważniejszy był dzisiaj aspekt towarzyski, tak więc najwięcej czasu spędziłam na stoisku Moniki Dąbrowy z Krakowa i towarzyszących jej osób. Panie robiły koronki klockowe i opowiadały o nich wszystkim zainteresowanym, a ja miałam okazję usiąść w cieniu pod bukiem i porozmawiać z osobami które widzę nie częściej niż dwa razy w roku. Z podziwem patrzyłam na precyzyjne ruchy starające się utrzymać czeredę klocków w ryzach, a ich miarowy stukot działał na mnie relaksujące. Może pora, aby sięgnąć po własny warsztat koronkowy ...


                 

Przy okazji miałam okazję poznać kilka osób, które do tej pory znane mi były tylko z wpisów na portalach społecznościowych. Jedną z nich jest Łucja Myślik. Tu prezentuje wycinankę krakowską, która przypomniała mi zabawy z wczesnego dzieciństwa, które organizowała mi moja Babcia. Papierowe wycinanki były jedną z nich.

Wizytę na festiwalu zakończyłam na słodko przy stoisku z pierniczkami, gdzie przyglądałam się powstającym na żywo koronkowym dekoracjom. Napasłam oczy, ale pierniczków nie spróbowałam. Może wszystkiemu winny był upał ...

Jeżeli tylko czas pozwoli zajrzę do Wygiełzowa za rok.

środa, 2 lipca 2014

Podróże z pasją - święto koronki klockowej w czeskim Vamberku

Ivana Domanjova
W Polsce pewnie mało kto słyszał o czeskim miasteczku Vamberk, położonym w Górach Orlickich zaledwie 40 kilometrów od granicy z Polską. Jednak jeżeli ktoś spróbował swych sił w tworzeniu koronki klockowej, to prawdopodobieństwo, że słyszał o tym mieście wzrasta dramatycznie.

Ja nie od razu wybrałam się do Czech na doroczny festiwal koronki, bo swego czasu nie było mi po drodze, ale od sześciu lat staram się tam bywać regularnie, o ile oczywiście nie koliduje to z moją pracą zawodową i innymi imprezami.

Czeski Vamberk jest też dla mnie miejscem spotkań z innymi pasjonatkami koronki klockowej i staram się spędzony tam czas celebrować. Festiwal odbywa się tradycyjnie najczęściej w ostatni weekend czerwca.

Spędzam tam zazwyczaj jeden dzień, ale to co się tam dzieje chłonę jak gąbka i niestety, pobyt tam czyni znaczne spustoszenie w moim portfelu. Za każdym razem wracam jednak zadowolona i pełna zapału do sięgnięcia po klocki.

Lenka Malatova
W tym roku jedną z pierwszych osób, które spotkałam była Ivana Domanjova. Jedna z osób, u których uczyłam się koronki. Kobieta - wulkan energii i pomysłów. W ostatnich latach wydała trzy części książki o podstawach koronki klockowej i publikację o połączeniu koronki z papierem - jej autorski pomysł. 

Na stoisku obok Lenka Malatova podpisywała swoją czwartą już książkę. Jej pomysłem na tegoroczną wystawę były dekoracje ze sznurka i kwiatów wykonanych z koronki klockowej. 

Tegoroczna edycja targów, była edycją krajową, dlatego też nie spotkałam żadnego z wystawców zagranicznych. Jednakże koronka klockowa jest w Czechach tak popularna, że koronczarki i projektantki wzorów, a także sprzedawcy materiałów zdołali zapełnić całą salę. Każde stoisko to inny, nieco odmienny pomysł na koronkę i sposób wyrażenia siebie. Wszystkie budzą zachwyt i choć przyjeżdżam tu od kilku lat, to nie zdążyły mi się opatrzyć. 


O tym jak bardzo rękodzieło jest tutaj popularne może świadczyć wybór nici i materiałów różnych światowych marek. Wiele rodzajów nitek dostępnych tutaj, u nas jest nieosiągalne ... ale może kiedyś ... będzie.
Wśród zwiedzających można zobaczyć osoby w różnym wieku, kobiety i mężczyzn. Wszyscy z podnieceniem na twarzach biegają od stoiska do stoiska. Wiele ze zwiedzających pań miało na głowach koronkowe kapelusze, inne broszki, a jeszcze inne koronkowe aplikacje na torebkach.
Festiwal i targi w Vamberku są współorganizowane przez Szkołę Koronczarską w Vamberku, która niedawno obchodziła 120-lecie swojego istnienia. Stałym elementem festiwalu jest organizowany przez szkołę pokaz mody, ale zazwyczaj nie jest to jedyny pokaz. W tym roku motywem przewodnim były szale z koronkowymi wstawkami. Oprócz szali można było zobaczyć różnego rodzaju wstawki i aplikacje. Ileż to pomysłów i ile pracy. Ale te koronki pełne są świeżości i mają taki nowoczesny szlif!















Na scenie z szalem i torebką -Miroslava Šustrová nauczycielka ze Szkoły Koronczarskiej w Vamberku


Przykładem pomysłu na nowoczesną koronkę jest stoisko Jiriny Rejentovej z Zamberku. Specjalizuje się w biżuterii. Koronkowa biżuteria ślubna w jej wykonaniu może być marzeniem niejednej panny młodej.


Vamberk warto odwiedzić nie tylko w czasie festiwalu. Oprócz szkoły działa tu również muzeum koronki. Chodząc po vamberckim rynku trudno do niego nie trafić. Na trzech kondygnacjach prezentuje historię koronki klockowej i prace wybitnych czeskich koronczarek.
Za każdym razem jadę do Vamberku z wielką przyjemnością. Podróż tam to taki dzień, który ładuje moje twórcze akumulatory. Marzy mi się, że kiedyś i u nas w Polsce koronka stanie się bardziej popularna i że pojawi się na naszym rynku wydawniczym jakaś pierwsza rodzima godna uwagi publikacja.