niedziela, 7 maja 2017

Zioła w kuchni

Z robótkami ręcznymi ostatnio idzie powoli, ale też trudno się dziwić, bo skupiam się  na malowaniu po kolei wszystkich pomieszczeń. Przy okazji wyciągnęłam z ramek, obrzuciłam na maszynie i wyprałam moje ulubione obrazki z ziołami, które wyhaftowałam kiedyś z moją Mamą. Ramki okazały się niewystarczająco szczelne i obrazki wdarł się kurz. Teraz znów pięknie prezentują się na pomalowanej na nowo ścianie. Nowy szary kolor zdecydowanie lepiej służy jako tło, niż poprzedni.


Wzór pochodzi ze starego wydania "Budra Special" nr 4/99, które ukazało się w Polsce pod tytułem "Igłą malowane. Ozdoby do kuchni i łazienki". Obrazki te jakoś umknęły mojej uwadze, ale Bratowa zobaczyła je u koleżanki na ścianie i tak powstały od razu dwie serie, dla niej i dla mnie.

Później jeszcze dwie z moich znajomych też je haftowały. Bardzo dobrze prezentują się w passe-partout. Widziałam również oprawione w wersji bez (takie możecie zobaczyć na zdjęciu we wspomnianym piśmie), ale zdecydowanie polecam z tą dodatkową ramką z kartonika.


W ostatnim dniu długiego weekendu i również wczoraj sporo siedziałam przy maszynie do szycia. Już pewnie niedługo będę mogła pokazać skończony ogród różany, który powoli tworzę od prawie roku. Sporo czasu poświęciłam też na snucie planów nad kolejnymi projektami. Kupka tkanin odłożonych do szybkiego użycia rośnie. Teraz pokój, gdzie mam maszynę jest najcieplejszym pokojem w domu, co sprzyja spędzaniu tu czasu... Jest szansa, że z odłożonego na stole stosiku wkrótce będzie pożytek, zwłaszcza, że mam zaległy prezent do zrobienia. Powoli rodzi mi się pomysł, co to ma być.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Weekend z koronką

Pogoda w ten weekend zachęcała do pozostania pod dachem. Dobrze, gdy pod jednym dachem spotkają się pasjonaci tego samego i cieszą się tym, co robią. Tym razem jednym miejscu spotkało się ponad 20 miłośniczek koronki klockowej i pod czujnym okiem Małgorzaty Połubok zgłębiały tajniki pracy z niezwykłą materią koronki klockowej. Każda z nas wybrała sobie inny wzór. Wiele z nich jest na tyle skomplikowanych, że jeden weekend nie wystarczył...
Trudno się temu dziwić, zwłaszcza że w czasie takich spotkań oprócz pracy na klockach, ważny jest też aspekt towarzyski ...

Zaczęłam brzeg do serwetki, która będzie "prezentem" dla mojej odmalowanej kuchni, ale żeby prezent mógł znaleźć się na swoim miejscu trzeba serwetkę skończyć, a kuchnię odmalować. Na tym wzorze w niezapominajki jest 216 listków. Osoby robiące koronkę klockową wiedzą, co to znaczy 😊
Muszę się sprężać. Przy wałku nie da się siedzieć zbyt długo, ale też nie warto siadać na krócej niż godzinę.

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Świątecznie w wiosennych kolorach


Jeszcze w pierwszej połowie grudnia ubiegłego roku zaprojektowałam świąteczny bieżnik, który wówczas dość szybko udało mi się uszyć. Podstawa projektu była oparta o blok Ah'Teen, ale ten był w kwadracie, a ja potrzebowałam prostokąta o określonych proporcjach boku, aby pasował na mój dość długi stół. Najpiękniejszym motywem na tą wiosenną okazję są dla mnie tulipany. W ubiegłym roku pokazywałam Wam
serwetę haftowaną krzyżykami, w żółte tulipany. Tym razem, żeby nie było zbyt żółto, tulipany są kolorowe. 
Serweta miała być skończona przed świętami, ale zabrakło mi czasu i weny na wypikowanie jasnych pól, a nie chciałam tego robić w pośpiechu, bo wiadomo, co nagle, to po diable. Bez tych pikowań też da się położyć na stole.









Dla tych  z Was, którym podoba się projekt zamieszczam schemat. Przy publikacjach proszę o podanie źródła inspiracji. W moim bieżniku każdy z kwadratów ma wymiary 2" x 2", czyli metrycznie 5,08 cm  x 5,08 cm. Ale wymiary możecie dostosować do swojego stołu. Dodatkowe pole manewru pozostawiają zielone pasy dookoła, które nie muszą mieć tej samej szerokości, co reszta kwadratów.
Nie chciałam wykonywać bieżnika z lamowanym brzegiem. Wymagało to podpięcia wypełnienia do wierzchu i zszycia wierzchu ze spodem przed pikowaniem. Dałam radę. Dzięki temu mam cienki brzeg. Zastanawiam się, czy nie zrobić jeszcze mniejszej serwety z pojedynczym motywem, chociaż nie wiem, czy ten motyw w układzie trzech nie wygląda po prostu idealnie.



















Tymczasem zamiast robótek zajmuję się ostatnio raczej pracami budowlano-wykończeniowymi. Idzie mi nieźle, acz powoli. Najgorzej, że jak człowiek sobie coś zaplanuje czasowo, to wyjdą jakieś nieprzewidziane prace, których zakresu trudno jest wcześniej przewidzieć. Tak to jest mieszkać w starej przedwojennej chałupie. Pocieszające jest tylko, że do tej chałupy pasują hafty i koronki, co w świetle moich zainteresowań rękodzielniczych jest istotne.

Na szczęście każdy remont kiedyś się kończy i potem można spędzać czas w świeżo odnowionych pomieszczeniach. Przy pracach tego typu najgorsze jest to, że część pomieszczeń jest remontowana, a pozostałe są zagracone tym, co z tych remontowanych pomieszczeń jest wynoszone. Wniosek: trzeba minimalizować ilość rzeczy, ale przydasie robótkowe mieć trzeba 😉!

sobota, 1 kwietnia 2017

Wiosenne porządki w pracowni

W poprzednim poście pisałam o nierobótkowym lutym, a tu zrobił się również nierobótkowy marzec
i wpisów brak. Ale w marcu pozwoliłam sobie na dwie wielkie przyjemności w postaci kursów patchworkowych. Nie pisałam tu o nich , ponieważ nie miałam na razie czasu skończyć robionych w ramach kursów prac. 
W czasie styczniowych mrozów postanowiłam przenieś się z szyciem do cieplejszego pokoju. Było to pewnym przedsięwzięciem, bo duży stół trzeba było rozkręcić, 

gdyż nijak nie chciał się zmieścić w drzwiach. Dzisiaj nastąpił ten dzień, gdy wszystko wróciło na swoje miejsce. Do przeprowadzki zachęciła mnie zimowa mieszkanka pokoju, czyli ponad dwudziestoletnia kliwia, obsypała się właśnie kwiatami i nie mogę od niej oczu oderwać. Za sprawą słonecznej pogody na poddaszu zrobiło się przyjemnie ciepło. Coś mi się wydaje, że wiosenne wieczory będę spędzać właśnie tutaj.
















Oprócz kliwii ozdobą poddasza jest również hipeastrum. Eksperymentuję z uprawą cebul w wodzie. Rosną tak już od prawie czterech lat. A w kuchni zakwitł falenopsis.
























Na tarasie zaś królują bratki. Wygodny fotel też zachęca aby tu usiąść z jakąś robótką. Trzeba popracować nad organizacją czasu, aby wygospodarować taką przyjemną chwilę pod koniec dnia.
Ja tymczasem zaraz sięgam po czółenko, no bo w końcu dzisiaj Międzynarodowy Dzień Frywolitki. Trzeba to jakoś uczcić, a tego dnia zostało raptem półtorej godziny.

sobota, 11 lutego 2017

Nowy miesięcznik dla miłośniczek szycia

W styczniu wpadł mi w ręce nowy magazyn z wykrojami. Modele w  tym pierwszym numerze bardzo mi się podobały, ale do tej pory nie skorzystałam jeszcze z żadnego z wykrojów. W ostatnich dniach zaczęłam się rozglądać za drugim numerem, ale znajoma kioskarka powiedziała, że niestety, jest tylko styczniowy numer. Okładka wyglądała obco, zajrzałam do środka i stwierdziłam, że nie kojarzę żadnego z proponowanych modeli. Nic dziwnego, bo to nie jest ten numer, który kupiłam w styczniu. Wydano numer drugi, tylko korekta pisma zawiodła i nie zmieniła numeru na okładce, na jednym i na drugim jest 1/2017! 
A modele w obu numerach naprawdę mi się podobają i chciałabym sobie kilka z tych rzeczy uszyć. Jak przetestuję, to napiszę, co są warte.








Luty nie zapowiada się u mnie robótkowo. Wzięłam się za malowanie mieszkań, w końcu wiosna za pasem i chyba w tym stanie ducha nie będę nic tworzyć, bo z jednej strony nie mam ani czasu, ani siły, a z drugiej moje myśli zajęte są zupełnie czymś innym. Wcale nie planowałam w lutym takich prac, ale tak mnie naszło i muszę, bo się uduszę :) 
Chociaż z drugiej strony mam warunki, żeby zamknąć remontowany pokój i udać się tam, gdzie stoi maszyna, albo wziąć druty i usiąść wygodnie w fotelu i jeśli ten stan remontowy będzie się przedłużał, to pewnie tak zrobię. 

niedziela, 29 stycznia 2017

Spokojna niedziela

Wczoraj na Dalekim Wschodzie rozpoczęto świętowanie nadejście roku ognistego koguta, albo jak kto woli kury. Piszę o tym dlatego, że podobno ma to być dla mnie szczęśliwy rok. Mam nadzieję, że po godzinach pracy znajdę w tym roku czas na bycie kurą domową i pielęgnowanie swoich pasji.






Dzisiaj celebrowałam taki właśnie spokojny dzień w domu. Na chwilę usiadłam do maszyny i eksperymentowałam pikowanie i obszywanie cieniowanymi nićmi. Nie chciałam tak tylko pikować na kanapce - patchworkowym brudnopisie, więc sięgnęłam po kawałek filcu, który pozostał po szyciu organizera z poprzedniego postu. Filc jest tak gruby, że pikowanie trochę w nim ginie, muszę spróbować jeszcze na ciemnej tkaninie.


Trzeba pomyśleć nad zastosowaniem takiego wykończania brzegów, jak na zdjęciu obok. Na filcu wygląda ciekawie. A może zrobić aplikację z tkaniny a brzeg wykończyć w ten sposób?
To pikowanie jest dość delikatne i na zdjęciach trudno jest je odpowiednio zaprezentować.  

niedziela, 22 stycznia 2017

Organizer do bagażnika






























Uszyłam coś trochę nietypowego i odbiegającego od prezentowanych tu prac. Przeglądając na początku stycznia blog ETI natknęłam się na instruktaż i doszłam do wniosku, że to może być fajny prezent, który jeszcze w styczniu będę mieć okazję wręczyć solenizantowi. To moje pierwsze doświadczenie z szyciem filcu i zszywanie dwóch warstw, które w sumie mają 1 cm grubości zdecydowanie przekracza moje dotychczasowe doświadczenia z maszyną, w tym pikowanie kanapek. No cóż, szycie takiego grubego filcu naprawdę jest wyzwaniem.

Początkowo miałam koncepcję kieszonki w kolorach maskujących, ale na uchwyty kupiłam szarą taśmę nośną z pomarańczowymi przeszyciami i do zadecydowało, że kieszonka ,musi być do niej dopasowana kolorystycznie. Okazało się, że na półce są wszystkie potrzebne tkaniny.

Szary pasek ozdobiłam imieniem solenizanta i ozdobnym ściegiem, zastanawiałam się, czy nie jest to trochę infantylne, ale doszłam do wniosku, że skoro jest radosne, to może być, w końcu zbytnia powaga wcale nikomu nie służy. Do szycia ściegiem ozdobnym użyłam nici do haftu maszynowego. Mają delikatny połysk. 

Chyba dla siebie uszyję podobny, pomoże mi to zapanować nad obowiązkowym wyposażeniem mojego samochodu, wożonym w bagażniku.