niedziela, 22 maja 2016

Kolejny kurs zaliczony

Dzisiejszy wpis będzie trochę inny niż zwykle. Nie pokażę nic nowego, nie opowiem o tym, co aktualnie robię, ale w ten leniwy niedzielny poranek podzielę się radością, jaką sprawił mi wczorajszy dzień. Razem z koleżanką Iwoną wybrałyśmy się do Szkoły Patchworku na kurs o wykończaniu patchworku. Sześć godzin zajęć minęło nie wiadomo kiedy. Były to zajęcia techniczne, więc nie uszyłam nic, co mogłabym tutaj pokazać, ale przywiozłam dużo próbek z ćwiczeń. 
Głowę mam pełną pomysłów, jak wykorzystać to, czego się nauczyłam. 
Przed odjazdem pociągu było jeszcze coś dla ciała, czyli małe Conieco, czyli wizyta w "Smakach Warszawy" mała czarna i tort bezowy z marakują. Owo Conieco było jak się okazało niemałe i do tego jak smakowało ...  To była cudowna sobota. Jak będziecie w Warszawie to znajdźcie sobie chwilę na taki apetyczny relaks. 

sobota, 14 maja 2016

Wiosenna begonia

Dość długo to trwało, ale w końcu udało mi się skończyć chustę wg wzoru o nazwie Begonia Swirl, który swego czasu bardzo mnie urzekł i który wybrała sobie moja Bratowa, bo robiłam chustę z przeznaczeniem właśnie dla niej. Początkowo miała być prezentem na gwiazdkę, potem na imieniny i właściwie jest prezentem imieninowym, choć trochę spóźnionym.












Chusta ma kształt ... hmm, no właśnie, jaki ona ma kształt? W każdym razie do blokowania rozpinałam ją na planie okręgu.
Wydziergana jest z szarobłękitnej Drops Lace (mieszanka alpaki 70% i jedwabiu 30%). Zużyłam 80 g, czyli jakieś 640 m włóczki. Chusta ma 35 cm w najszerszym miejscu, a najdłuższy brzeg mierzy 350 cm.






W każdym z 46 liści wrobiłam po 23 koraliki. Łatwo policzyć, jest ich 1058 i to one tak spowolniły pracę. Początkowe 65 rzędów zrobiłam bodaj w 4 dni, a pozostałe 30 posuwały się w tempie wolniejszym, niż ślimacze.

Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona i nie jest wykluczone, że dla siebie też taką popełnię, ale już w innym kolorze.






sobota, 7 maja 2016

Patchwork - kolejny stopień wtajemniczenia

Zapisałam się na kurs "Patchworkowe kruczki i sztuczki". Bałam się, że coś wypadnie i nie będę mogła pojechać. Na szczęście nic nie stanęło mi na przeszkodzie i popędziłam, jak na skrzydłach. Nie zawiodłam się. Zdobyłam sporo praktycznych informacji. Do domu wróciłam  z gotowym wierzchem i spodem kanapki. W domu miałam jednak sporo zajęć, które mnie rozpraszały i kanapka przed pikowaniem musiała nabrać mocy urzędowej.





Przepikowałam ją po szwach i medytowałam, co dalej. Zaprojektowanie środka poszło nawet łatwo. Pierwszy raz w życiu pikowałam od linijki. Bałam się ruszyć dalej.








Motyw kwiatowy wzoru w narożnikach trzeba było pikować według wzoru. Pierwszy narożnik pikowałam po papierze, ale później straciłam cierpliwość przy wydzieraniu i następne skopiowałam już na tkaninę.












Resztę motywu pikowałam z wolnej ręki. Zastanawiam się co z pozostałymi niewypikowanymi trójkątami. Może mogą tak zostać takie puste? A może coś na nich wyszyć?
Lamówkę podszyłam ręcznie. Nie lubię przeszywania po wierzchu. Dzisiaj piłam kawę na tarasie na nowej serwetce. Kawa nie dotrwała sesji zdjęciowej, bo długo czekałam, aż zachodzące słońce wyjdzie z za drzew. Patrząc na tą pracę nabieram coraz większej ochoty na pikowanie.

środa, 4 maja 2016

Klocki zawsze w pogotowiu

Wzory łowickie stały się ostatnio dość modne. Nie można im odmówić, że swoją wielobarwnością wnoszą do otoczenia wiele radości. Już jakiś czas temu kupiłam sobie etui na okulary, ale gdy zobaczyłam tkaniny z motywami łowickimi, to żadna siła nie była w stanie mnie powstrzymać przed zakupami. Jeszcze nie wiedziałam, co z nich będzie, ale na pewno miało być coś. I to coś ostatnio zmaterializowało się w postaci etui na klocki do koronek. Może nie jest to artykuł 
pierwszej potrzeby, ale w przypadku robienia koronek poza domem przydaje się bardzo. Klocki można nawinąć, przygotować i zabrać równo poukładane. Etui na zdjęciu powyżej wygląda niewinnie, ale po rozwinięciu ma 120 cm długości.
U koleżanek widziałam zawiązywane na troczki, a ja postanowiłam zrobić zapięcie na guziki.




Wracając do niewinnego wyglądu etui, to największego nakładu pracy wymagała lamówka. Najpierw jej pocięcie, a potem przyszycie. Jeszcze wymyśliłam sobie taką bez przeszycia po wierzchu. Dzisiaj nowy uszytek został wypróbowany w terenie. Sprawdził się znakomicie. Wszystkim koronczarkom gorąco polecam. Ten mój bez problemu pomieści dwadzieścia par klocków

niedziela, 1 maja 2016

Podróże z pasją - wystawa koronek w MDK Zarzecze w Katowicach

Razem z wiosną przyszła pora na wiosenną wystawę koronkowych prac, które są prezentowana w Domu Kultury Zarzecze w Katowicach. Do niedawna w ogóle nie miałam pojęcia, że jest taka część Katowic, ale ostatnio zdarza mi się tam bywać. Pierwsza wystawa koronki odbyła się tam w listopadzie ubiegłego roku, ale wówczas zupełnie nie zgrały mi się terminy. Tym razem nie dotarłam na wernisaż, który odbył się 3 kwietnia, ale wystawę udało mi się z pewnym opóźnieniem obejrzeć. Prezentuje ona nie tylko koronkę klockową, a właściwie powinnam napisać, co również zobaczycie, wystawa prezentuje nie tylko koronkę. 
Autorką drzewa na którym przysiadły wszystkie motyle świata jest Małgorzata Połubok. 








Wystawione prace nie są wielkie, ale każda praca to godziny spędzone z klockami, szydełkiem, czółenkiem...












Wystawę zwiedzałam w godzinach popołudniowych i moją uwagę przykuły te oświetlone zachodzącym słońcem tulipany. Autorką tej pracy jest Daniela Szymczak.


















Na dwóch dużych planszach zgromadzono sporo drobnych prac w różnych technikach.
Tu zaś nie tylko koronka, ale również haft.












Większe prace zaprezentowano w ramkach.
Należy cieszyć się, że ciągle są osoby chcące robić koronkę klockową, dzięki takim pasjonatkom ta technika, i nie tylko ta, przetrwa i będzie znana nie tylko z książek.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Wiosenne koronkowe jajo

Okres Wielkanocny powoli dobiega końca. Co prawda na święta nie zdążyłam, ale też nie starałam się za bardzo o to, żeby skończyć, ale teraz oto jest. Jajko z koronki klockowej, które miało raczej służyć przećwiczeniu ściegów, zajęło mi sporo czasu, a konkretnie brzeg toczył się niemrawo, bo sam środek to już poszedł bardzo szybko i nawet liście nie były mi straszne. Zastanawiam się, czy jajo oprawić w ramkę, czy też powiesić sobie w przyszłym roku w oknie. Jak myślicie?















Ilość liści we wzorze jest wyzwaniem, ale ja mam w tyle głowy inny wzór, do którego od jakiegoś czasu się przymierzam, więc trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.







Przy okazji robienia pajączków testowałam przechodzenie kolorów. Wszystko wyszło tak, jak sobie zaplanowałam.









Nawijając klocki przypomniałam sobie o posiadaniu takiego oto wieszaczka. Przetarłam, pokleiłam i oto jest. Chyba na trwale wpisze się w posiadane akcesoria pomocne przy robieniu koronki klockowej. 

Uchylę rąbka tajemnicy, przed chwilą skroiłam pokrowiec na klocki, liczę że w przyszłym tygodniu wena mnie nie opuści i niedługo będę mogła go zaprezentować. 














Oprócz robótek oczywiście kręciłam się trochę po okolicy i próbowałam oddychać pełną piersią, ale dzisiaj było wyjątkowo chłodno i chyba przez najbliższe dni nic się w tej materii nie zmieni. W takim układzie nie pozostaje nic innego, jak palić w piecu i robótkować.

sobota, 16 kwietnia 2016

Kosmetyczka podróżna

Sporo miesięcy temu widziałam jak autorka tego bloga szyje kosmetyczkę wg projektu Patty Doo . Ten trochę patchworkowy projekt bardzo mi się spodobał. Od razu go skroiłam i ... rzuciłam w kąt. Ale tyle się działo i było tyle innych projektów, więc kawałeczki musiały odczekać swoje, zanim trafiły na warsztat. Przy okazji zachciało mi się pobawić z różnymi ściegami, które ma moja maszyna i uzyskałam efekt jak na powyższym zdjęciu. Autorka projektu radzi, aby zamek błyskawiczny wszyć przed zszyciem boków. Wypróbowałam ten sposób i choć wymaga on sporej dokładności, to uważam, że jest godny polecenia.
Dzięki niemu łatwo można zrobić odszycie, które stabilizuje zarówno wierzch, jak i podszewkę.
Chyba pobawię się maszyną i zrobię sobie wzornik ściegów, jakimi dysponuje maszyna i wypróbuję je przy różnych ustawieniach.  Ten ścieg krzyżykowy pewnie bardzo ładnie wyglądałby na mankietach.

Szycie szyciem, robótki robótkami, ale nie można pozwolić, aby umknęła nam piękna wiosna, która co dzień pokazuje światu inne oblicze. Na dzisiejszą przejażdżkę rowerową zabrałam tylko telefon, ale i tak udało się uchwycić taki oto moment.