piątek, 4 grudnia 2020

Święta łączą

 

Za czery dni minie siedem lat od opublikowania w tym internetowym pamiętniku robótkowym pierwszego wpisu. W tamtym czasie zajmowałam się różnymi technikami, ale o szyciu patchworków tylko nieśmiało marzyłam. Przez pierwsze lata pisania bloga najwięcej postów dotyczyło frywolitki, choć przewijały się tu różne techniki. 
W ostatnich latach po czółenka sięgami niezwykle rzadko. Pod koniec września poznałam osiem fantastycznych frywolitanek, których prace podziwiałam od dawna, jednak chęć dokończenia prac patchworkowych cały czas mnie od tych czółenek odciągała.
Od początku grudnia uczestniczę w prezentacji prac świątecznych organizowane przez Stowarzyszenie Patchworku Polskiego. Na ten moment mogę pochwalić się jedną poduszką, więc postanowiłam coś szybko zrobić. 

Z panelu świątecznego Makower'a wycięłam okrągłe elementy i zastanawiałam się jak je wykorzystać. Już kiedyś miałam podobny panel tej firmy i pozszywane elementy wypchałam kulką silikonową, ale efekt mnie nie zachwyca. Czekają na rozprucie i przerobienie. Te elementy zdecydowałam się wykorzystać na płasko.
Uszyłam dwa miniquilty. Czy na pewno są to quilty? Są trzy warstwy,  była więc kanapka, jest pikowanie, dlatego chyba jest to jednak quilt. Nadrukowany na tkaninie wzór nieodparcie kojarzył mi się z koronką.

Tak więc pomysł nasunął się w zasadzie sam. Część tkaninową o średnicy 10 cm obrobiłam koronką frywolitkową. Skoro jest fuzja smaków, to dlaczego nie miałoby być fuzji technik robótkowych. Myślę, że ta świąteczna praca połączyła je w udany sposób.  Szary miniquilt też czeka na wykończenie frywolitką. A czy Wy przygotowujecie coś na święta? Zostało dwadzieścia dni, jest jeszcze czas aby coś zrobić.

niedziela, 29 listopada 2020

Powtórka z rozrywki, czyli ostatni tegoroczny twister

 

Ten rok zdecydowanie upłynął mi pod znakiem motywu twistera. Wcale nie planowałam tego typu patchworków, ale zaciekawienie techniką skłoniło mnie do zrobienia pierwszej serwety, a potem posypały się następne prace. Jeżeli obserwujecie moj blog to wiecie, że powstały trzy serwety, a poduszka którą tu pokazuję też jest trzecią. Kolejnej twisterowej pracy prawdopodobniej już nie będzie. Motyw został przeze mnie mocno wyeksploatowany, niemniej go jednak polecam wszystkim zainteresowanym patchworkiem taką zabawę, bo szyje się bardzo ciekawie i jako ozdoba drobnych prac jest bardzo fajny. 

Po uszyciu dwóch poduszek pozostało mi jeszcze około 70 małych kwadratów. Nie mogą się zmarnować, więc na pewno coś z nich wykombinuję. 
Zastanawiałam się, czy w ogóle tutaj pisać o tej poduszcze tak podobnej do pracy przed dwóch miesięcy, żeby nie powiedzieć że prawie identycznej, ale jestem tak zadowolona z pikowania tyłu, że zdecydowałam się zostawić tutaj wpis na ten temat. 




Tydzień temu pokazywałam serwetę którą wykończyłam korzystając ze specjalnej linijki. Wczoraj znowu trenowałam takie właśnie pikowanie. W ten sposób przód i tył poduszki są bardzo "uporządkowane" .
Moje koleżanki nie przepadają za powłoczkami z guzikami. Zazwyczaj stosują zamek błyskawiczny lub zapięcie kopertowe. Ja tymczasem już trzecią szyję zapinaną na drewniane guziki. Mam jeszcze w planach serię poduszek z obrazkami z ptakami, ale te najprawdopodobniej już będą z zamkami. Obecnie obszycie dziurek na nowoczesnej maszynie to czysta przyjemność, jest to też dobra wprawka do odszywania dziurek w odzieży.
Druga poduszka oprócz innego pikowania na tyle ma również inną lamówkę. 
Chyba pora zająć się pracami okołoświątecznymi, ale nie wiem, czy tylko coś zacznę, czy może uda mi się do tegorocznych świąt skończyć. 










sobota, 21 listopada 2020

Ze stosika niedokończonych prac - serweta do kuchni

 

W marcu, podobnie jak w roku ubiegłym, wybrałam się do Ustronia na warsztaty "zakręconego patchworku". To był pierwszy weekend marca, koronawirus zaczynał powoli się rozprzestrzeniać również w Polsce, ale mimo wszystko zdecydowałam się pojechać. Gdyby warsztaty były zaplanowane na kolejny weekend, to nie mogłyby się odbyć. Życie nauczyło mnie, żeby  nie wypełniać całego kalendarza wyjazdowego warsztatami, tylko dać sobie też trochę czasu na porozglądanie się co robią inni, porozmawianie z osobami, które widuję sporadycznie i generalnie na odrobinę wytchnienia.

Jednym z czterech kursów, w których zaplanowałam wziąć udział, było szycie patchworku w technice Fibonacci Quilt. Ciąg Fibonacciego i jego wpływ na proporcje idealne interesuje mnie już od jakiegoś czasu. Dlatego gdy zobaczyłam taki warsztat na liście, to od razu wiedziałam, że się na niego zapiszę.  Nie  miałam pojęcia, jakich rozmiarów będzie ta praca i co z tego będę chciała zrobić, więc zabrałam ze sobą dość przypadkowe tkaniny, acz zgodnie ze wskazówkami opisującymi potrzebne narzędzia i materiały.
Środek serwety przeleżał od marca i miałam koncepcję naszycia na niego w miarę prostych aplikacji. 
Koncepcja co prawda była, ale pomysł na kwiaty, które widziałabym na tym topie jakoś nie mógł się skrystalizować. Zachęcona akcją kończenia w listopadzie zalegających niedokończonych prac sięgnęłam po ten właśnie top. Zdecydowałam się dokomponować dodatkowy kolor, a szerokość doszytego brzegu wynika ze wspomnianego już ciągu. Po zrobieniu kanapki trzeba było podjąć decyzję jak to wypikować. Postanowiłam pobawić się z linijkami. Na bordiurze miał być tylko ten główny szlaczek, ale w miarę postępu prac weryfikowałam i wzbogacałam pierwotne pomysły i w ten sposób brzeg został wypikowany w trzech okrążeniach. 
Zapomniałam jeszcze wspomnieć, że wewnętrzny brzeg bordiury został obszyty ściegiem ozdobnym imitującym haft krzyżykowy. No cóż, do przywiezionego z Ustronia niedokończonego topu nie miałam jakiegoś szczególnego sentymentu, a to zawsze daje swobodę i zachęca do eksperymentów. Towarzysząca wykańczaniu quiltu fantazja dała mi radość tworzenia, a efekt, końcowy w pełni mnie zadowala.

Serweta stała się ozdobą pewnej trochę rustykalnej kuchni i wygląda jakby była zakupiona w komplecie z glazurą.
Jeszcze napiszę słowo o "pleckach". Zazwyczaj na spód daję tkaniny gładkie, ale tym razem wybrałam popelinę od Olgi. Serweta jest w zasadzie dwustronna. Wymiary pracy: 78x78 cm.


sobota, 7 listopada 2020

W czwartek otwarte, dzisiaj zamknięte, czyli krótka premiera wystawy

 

Po raz pierwszy wzięłam udział w szyciu patchworku na wystawę. Projekt został ogłoszony przez Stowarzyszenie Polskiego Patchworku, a temat "kwiaty" był dla mnie dodatkową zachętą.
Rozpoczęłam poszukiwania inspiracji i miałam różne pomysły. Wśród nich było uszycie artquiltu z kwiatami z mojego ogrodu. Ten pomysł cały czas we mnie dojrzewa, ale na swój debiut wystawienniczy postanowiłam uszyć coś prostrzego. Założyłam, że większość koleżanek ze stowarzyszenia będzie szyła artquilty, więc postanowiłam uszyć coś, co będzie bliższe patchworkowi w ujęciu klasycznym.

Spodobał mi się projekt "Starflower" aurtorstwa Angeli Nash, pozostało tylko wybrać tkaniny. Pierwotnie miałam zamiar uszyć pracę z pastelowych solidów, ale wpadł mi w ręce kupiony nie wiadomo po co charm pack. I tu znów planowałam dołozyć trochę solidów, ale ostatecznie zdecydowałam się na tkaniny wyłącznie z zestawu (oczywiście oprócz tła i lamówki). Pilnowałam, żeby nic nie popsuć, bo z zestawu zostały tylko dwa kwadraty w czerni i w razie wpadki byłby problem.
Udało się, nic źle nie pocięłam, ani nie obróciłam. Wszystkie łuski idą w dobrą stronę! Moja domowa miłośniczka ładnych i świeżo wypranych szmat też podeszła do pracy z aprobatą.

"Poranna rosa" 60x60 cm

Choć top był gotowy już w pierwszej połowie sierpnia, to skończenie pracy musiało poczekać. Czekała w kolejce poduszka na prezent, potem wyjechałam na upragniony urlop, a koniec września zbliżał się nieubłaganie. Na koniec miałam mały wypadek i nie wiedziałam czy uda mi się skończyć pracę na czas. Grażyna T. i Joanna M. zmotywowały mnie, aby się sprężyć i zgłosić pracę w wyznaczonym terminie. Moje koleżanki z lokalnej grupy patchworkowej miały okazję zobaczyć ją jeszcze przed przyszyciem lamówki. Część z nich zamiast kwiatów widziała wiatraczki. Trudno, niech będzie, jak popatrzycie na moje tegoroczne pace, to jest wręcz wiatraczkowo. Taki rok, a będzie jeszcze jedna poduszka, choć chyba jej tu już nie pokażę, bo będzie identyczna jak ta w poprzednim poście.

W czwartek 5 listopada wystawa zawisła w Bytomskim Centrum Kultury. Radość trwała krótko, bo od dzisiaj do 29 listopada Centrum będzie zamknięte. Udało mi się wczoraj pojechać i zobaczyć.

Kolekcja dopiero zaczyna swoją podróż po Polsce, mam więc nadzieję, że w najbliższych latach zawędruje również w Waszą okolicę i będziecie mogli ją zobaczyć. Patchwork to taka technika, że zdjęcie nigdy nie odda urody pracy.

Biję się z myślami, czy podjąć kolejne wyzwanie i czy zgłosić się do konkursu "Jak to ze lnem było" ? Temat lnu jest bliski mojemu sercu, ale to temat na inną opowieść, a być może również na inny post.

sobota, 10 października 2020

Poduszka na prezent rocznicowy

Poduszka została wręczona jeszcze przed opublikowaniem poprzedniego postu. Miałam o niej napisać w połowie września, ale jakoś czas przyspieszył i nie było kiedy obrobić  zdjęć i napiszać posta. 
Tnąc tkaniny zdecydowałam, że uszyję dwie identyczne prace. Druga jest na razie na etapie zszytych kwadratów.
Postanowiłam uszyć kolejną twisterową poduszkę, ponieważ ta pierwsza bardzo spodobała się mojej Bratowej. Obiecałam jej, że też taką dostanie, wszak i okazja zacna. Prezent nie był więc niespodzianką, uzgodniłam nawet oczekiwaną kolorystykę.

Zdecydowałam się na tkaniny z kolekcji Flutter Cotton Fabric (kupione u Ewy w Kiltowo) uzupełnione odpowiadającymi im solidami. Myślę, że kolorystyka bardzo dobrze wpisuje się w bieżącą porę roku. Zastanawiałam się jeszcze nad zrobieniem kompletu: poduszki i serwety. Przy czym poduszka byłaby twisterowa, a serweta byłaby uszyta z kwadratów o takiej samej wielkości, jak do szycia poduszki. Muszę to jeszcze przemyśleć.





Ostatnio w czasie krojenia i przygotowywania ciągle przepycham się na stole z kocicą. Przez całe lato była na nim zawsze, gdy tam pracowałam. Trudno też się dziwić, pracownia na poddaszu w czasie lata jest najcieplejszym pomieszczeniem w całym domu. Dodatkowo stół to doskonałe miejsce do obserwacji tego, co się dzieje wokół. 

Jesienna poduszka jest mniej więcej 8 cm większa od wiosennej. Składa się z takiej samej ilości elementów, więc są one ciut większe. Podobnie jak ta poprzednia, została wykończona lamówką z wypustką, ale tym razem tkaniny zamieniły się kolejnością.










 
We wrześniu w końcu udało mi się wyjechać na parę dni i odpocząć. Wyjazd w góry bardzo dobrze mi zrobił i okazało się, że z moją kondycją nie jest tak źle. Wróciłam do domu z lekkim niedosytem i postanowieniem, że częściej muszę wybierać się na takie wypady. 

Kolejna praca godna uwagi i pokazania jest już gotowa, ale ponieważ jest to moja pierwsza w życiu praca uszyta na wystawę, muszę poczekać aż będzie można ją tutaj pokazać. 

 

niedziela, 6 września 2020

Wreszcie początek szkoły

 

Początek roku szkolnego w tym roku był chyba wyczekiwany przez wszystkich. Tak samo wszyscy mieli nadzieję, że nikt nie wpadnie na pomysł przedłużenia nauki w systemie online. 
Jako ciocia siedmiolatki musiałam zadbać, aby podobnie jak dwa lata temu jej brat została wypoażona w oryginalny worek na buty i strój gimnastyczny.

Mama Kasi pomogła mi wybrać materiał na worek, bo przyznam szczerze, że sama wybrałabym w tulipany. Ta kolorystyka też lepiej pasuje do jej plecaka. Pozostało już tylko wybrać tło na napisy - padło na zieleń mchu, identyczną ja liście truskaweczek.
Z literkami też nie było problemu. Wszystkie zostały wycięte z odstępnych w domu skrawków. Nawet sznurek był w zapasach domowych. W takich warunkach można było od razu zabrać się do pracy. Po wciągnięciu i zawiązaniu sznurków wpadłam na pomysł, aby ich końce zabezpieczyć przed wysnuwaniem się impregnując w preparacie do usztywniania koronek. To jest zdecydowanie dobry sposób uniknięcia różnych niespodzianek. 




Tył worka ozdobił szlaczek z imieniem i nazwiskiem. Projekt jest a nalogiczny do tego sprzed dwóch lat.
Mogę teraz trochę odpocząć od worków, bo najmłodszy z rodziny pójdzie do szkoły za trzy lata, ale na pewno będę mieć inne pomysły.










Praca nad workami zachęciła mnie do eksperymentowania z aplikacjami. Muszę tylko poszukać jakiegoś ciekawego projektu, albo sama coś wymyślić. 
Przy okazji przy okazji wręczenia tego uszytku miałam okazję przekonać się w jakim stanie jest worek uszyty dwa lata temu dla brata Kasi. Konieczna była mała interwencja krawiecka. 


piątek, 17 lipca 2020

Krótkie letnie noce z patchworkiem

W ostatnim poście zasypałam Was szściocalowymi bloczkami, które miały ułożyć się w kołderkową całość. 
Zszywanie poszło szybko i wszystkie są w jednym kawałku pod postacią gotowego topu. W tym stanie będą chyba czekały na chłodne jesienne dni, bo jak tu zabrać się latem za pikowanie takiego kolosa? Top ma wymiary 209x209 cm. Jak do tego doda się wypełnienie i spód, to ilość materii będzie całkiem spora. A przy pikowaniu, jak to przy pikowaniu, czasem trzeba się tym przykryć. Pracownia na poddaszu nie zachęca do prowadzenia takich eksperymentów latem.




Nie będę się jednak nudzić, bo lista planów patchworkowych, jak również nieskończonych prac jest długa. W przypadku dwóch nowych prac, które mam zamiar rozpocząć terminy gonią! Jedna ma być skończona do końca sierpnia, a druga do końca września. I tutaj nie uchylę rąbka tajemnicy.
W ogrodzie powoli zaczynają rozchylać swoje pąki jedne z moich ulubionych kwiatów. Kocham je za to, że kwitną przez całe lato. Oprócz szycia trzeba jeszcze jakoś zaplanować urlop.