sobota, 19 marca 2022

Sukienkowe szaleństwo

 

Trzeba przyznać, że szycie odzieży bardzo mnie wciągnęło. Poprzedni rok zamknęłam ośmioma uszytymi rzeczami, natomiast w tym roku, choć jest dopiero połowa marca, uszyłam już pięć sukienek, a w planie są kolejne ...
Dwie z tych kreacji uszczęśliwiły bliskie mi osoby.



Bardzo spodobał mi się wykrój na sukienkę o nazwie Regalo ze Strefy Kroju i Szycia. Myślę, że powstaną z niego kolejne sukienki, choć może trochę je zmodyfikuję i komin zostanie zastąpiony innym wykończeniem dekoltu. 
Poniżej dwie sukienki z tej samej dzianiny. Mam wspólne zdjęcie z właścicielką drugiej z nich. Nosi ją często, więc chyba jest zadowolona. Ta po prawej stronie była modelowana z T-shirta. Kieszenie to też inwencja własna.


Jeśli idzie o tę ostatnią, to byłam przekonana, że to nie jest fason dla mnie, ale okazało się, że jednak dobrze się czuję w takiej sukience.
Kolejne dzianiny i nie tylko już czekają w kolejce. Tymczasem kleję hurtowo wydruki wykrojów.

sobota, 22 stycznia 2022

Od serca

fot. Elżbieta Zeman
Wspólne tworzenie na aukcje charytatywne dla WOŚP, to dla wielu grup rękodzielniczych i indywidualnych twórców już tradycja.
Polskie quilterki po raz kolejny przygotowały na licytację dla WOŚP coś specjalnego. W tworzeniu tego dzieło udział ponad pięćdziesiąt osób. Większość to członkinie Stowarzyszenia Polskiego Patchworku. 
Miałam przyjemność być wśród osób szyjących bloki. Następnie grupa koleżanek z Warszawy dzielnie ułożyła wszystko w całość i zszyła w bajecznie kolorowy top. Ten zaś powędrował do Eli, która zajęła się zrobieniem z topu quiltu i pięknie go wypikowała.
Od kilku dni trwa aukcja i mamy nadzieję, że kołderka znajdzie hojnego nabywcę, a później zostanie pięknie wyeksponowana. 
Proszę trzymajcie kciuki za powodzenie tej aukcji, a może ktoś chciałby, aby to wspaniałe dzieło stało się ozdobą Waszego domu, pracowni lub klubu? Całość wpływów zasili konto Wielkiej Orkiestry.
 
 
 
 
fot. Elżbieta Zeman

 
 

środa, 1 grudnia 2021

Na drzwiach pracowni

 

Dwa tygodnie temu wybrałam się na spotkanie z koleżankami szyjącymi patchworki. Nie było to spotkanie robocze, a tylko tak po prostu spotkałyśmy się przy kawie, herbacie lub tym, co kto chciał. Na stole była jednak nie tylko gastronomia, bo prawie każda z nas przyniosła coś do pokazania. Najwięcej do pooglądania przyniosła Renia. Były tam nie tylko kartki świątecznie w ilości kilkudziesięciu sztuk, ale również makatki z maszynami, które są znakiem rozpoznawczym naszej koleżanki. Parę lat temu, zanim jeszcze poznałam Renię, pierwszy taki obrazek widziałam w Warszawie w pracowni Ani Sławińskiej. Później widziałam je jeszcze w paru miejscach, w których nie brakowało również tych prawdziwych maszyn. Nie myślałam, że kiedyś również i ja zostanę obdarowana taką pracą. Najbardziej godnym jej miejscem są drzwi mojej pracowni. Gdy jestem poza pracownią widzię ją z daleka, nawet z parteru, a gdy jestem w pracowni drzwi są otwarte i wówczas też mogę ją podziwiać, zwłaszcza że ostatnio przestawiłam maszynę i w czasie szycia wystarczy tylko podnieść oczy i już widzi się uszytą przez Renię maszynę. 
Dodać należy, że jest to praca uszyta w duchu recyklingu. Maszyna jestuszyta z krajek tkanin, są na niej również naszyte różne metki.
Ostatnio bywam w pracowni dość często. Powoli pikuję w szwach gigantyczną kołderkę. Później planuję poszaleć pikując z wolnej ręki, choć trudno tu mówić o szaleństwach, skoro trzeba się siłować z przepychaniem kołderki pod ramieniem maszyny. W ogóle szaleństwem jest pikowanie tego w domu. Myślę, że byłabym już dalej z pracami, ale druga połowa listopada okazała się niezbyt pomyślna dla mojego zdrowia. Może grudzień okaże się łaskawszy, ale planuję również zrobienie kilku ozdób świątecznych, a do świąt zostało już tylko 22 dni.

wtorek, 12 października 2021

Szyję olbrzyma

 

Gdy w marcu Sylwia Bovend'eerdt pokazała swój projekt Quiltflix i ogłosiła, że co dwa tygodnie będzie udostępniała szablony bloków, nie myślałam że szycie tego patchworku aż tak mnie wciągnie. Choć projekt był rozpisany do sierpnia, ósmego maja miałam już uszyty praktycznie cały top. 
Proponowana przez Sylwię bordiura nie do końca była tym, co chciałam szyć i postanowiłam zrobić bordiurę z tkaniny w paski.
Paski paskom nierówne i trudno znaleźć takie, które pasowałyby do naszego projektu, chyba że pochodzą z kolekcji tkanin, z której akurat szyjemy.
W dzisiejszych czasach nie jest to jednak problem, gdyż można tkaninę zaprojektować samemu. Główna trudność, jaka pojawia się w procesie projektowania, to odwzorowanie kolorów. Chciałam, aby paski były zbiorem barw pojawiających się na tkaninach.






Z brązami udało się idealnie, z zieleniami może trochę mniej, ale przez to, że są ciut żywsze, też dobrze temu projektowi robią. Zamówiłam jeden metr (szer. 145 cm) i po uszyciu niewiele mi zostało.
Teraz pora na pikowanie giganta. Top ma 230x230 cm. Mam plan wypikować go samodzielnie, ale najpierw muszę zrobić kanapkę. Dobrze, że mam w mieszkaniu duży kawałek wolnej podłogi. Trzymajcie za mnie kciuki, bo chciałabym go skończyć jeszcze w tym roku.

poniedziałek, 11 października 2021

Żegnaj lato na rok

 

Dzisiejszy poranek przywitał mnie chłodem, a nawet mrozem. To sprawiło, że wróciłam wspomnieniami do ostatniego sierpniowego weekendu. Postanowiłam wówczas wybrać się do Krakowa na Cepeliadę. Dużo słyszałam o tym targowisku rękodzieła, ale do tej pory jakoś nie udawało mi się na tę imprezę pojechać.
Ledwo weszłam na rynek i od razu spotkałam Małgosię Grocholę, która prezentowała swoje piękne koronki wykonane techniką koronki klockowej i na szydełku. Jestem pełna podziwu dla jej projektów autorskich. Takie spotkania bardzo mnie motywują. 
Oprócz koronek klockowych, które wyszły spod ręki  Małgosi, podziwiałam również frywolitki dwóch znanych koronczarek: Eugenii Wieczorek i Renaty Niemczyk. Cieszę się, że w końcu dane mi było je poznać. Dzięki nim wiele osób poznało tę technikę.







Sporo czasu spędziłam na stoisku z ceramiką z Bolesławca. Zresztą na stoisku się nie skończyło, skoro byłam w Krakowie nie mogłam nie zajrzeć do sklepów na Sławkowskiej. Byłam dzielna i wróciłam tylko z jedną miseczką. Nic nie poradzę na to, że odkąd kupiłam w 2008 roku pierwszą salaterkę stałam się wielką fanką tych cudeniek. Szkoda tylko, że w ostatnich latach ceny tak mocno poszybowały w górę. 
Z przyjemnością patrzę na nowe wzory dekoracji i nowe formy naczyń. Nie będę sobie obiecywać, że to był ostatni zakup. 












Oprócz ceramiki z podróży często przywożę różne drewniane przybory kuchenne. Jeżeli na tego typu imprezach widzę stoisko z drewnem, to na pewno do niego podejdę i będę szukać czegoś ciekawego. Do stoiska Wooden Corner z daleka wabiły wałki z wzorami do pierniczków. Wszystkie były piękne. Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście wyciśnięte nimi wzory nie rozmywają się w trakcie pieczenia. Z tego co wiem, to ciasto musi być specjalne, bez środków spulchniających. Właściwie, to ciasto na piernik dojrzewający można już przygotować ...













Niezależnie od Cepeliady, spacer po Krakowie, zwłaszcza o poranku jest czymś, co ładuje moje akumulatory, a widok jak na zdjęciu obok mogę uwieczniać za każdym razem, gdy tam jestem. Może pora zaplanować kolejne zwiedzanie Krakowa? Wystarczy wsiąść do pociągu ... Następmym razem zaplanuję zwiedzanie muzeum pod rynkiem. 

Rękodzielniczo u mnie sporo się dzieje i wypadałoby powoli nadrobić zaległości blogowe. Postaram się nie czekać z tym kolejne dwa miesiące ...




piątek, 30 lipca 2021

Kolejne przygody krawieckie z dzianiną

 

Jakieś półtora roku temu kupiłam na aukcji internetowej piękną dzianinę w sześciokąty stylizowane na plaster miodu. Właściwie, to dla tej szmaty przystąpiłam do jednej z grup sprzedażowych. Pierwotnie chciałam uszyć z niej sukienkę, ale na taką z kapturem było za mało. Ostatecznie zdecydowałam się na bluzę. 
Bałam się wszywania czterech warstw w dekolt karo, ale obawy okazały się niepotrzebne.










Podobnie jak w sukience zszyłam ze sobą warstwy kaptura. Wykonałam plisę maskującą z pasującej kolorystycznie tkaniny.














Najtrudniejsze było spasowanie wzoru w czasie krojenia, ale wszystko udało się dobrze pokroić. 
Bluzę skończyłam już na początku czerwca, jednak czerwcowe upały nie pozwoliły się nią nacieszyć. Udało  mi się ją założyć dopiero w pewien lipcowy chłodny niedzielny poranek. Tego dnia odwiedziłam moją Bratową i... też chciała identyczną. Ta dzianina jest na ten moment trudna do zdobycia, więc musiała sobie wybrać coś innego.























Pierwszy raz szyłam odzież dla kogoś innego z powierzonego materiału. Nie powiem, że się nie stresowałam. Bratowa zażyczyła sobie wykończenia rękawów jednobarwną dzianiną tak, aby był efekt mankietu. Znów był lekki stres przy wszywaniu kaptura w dekolt. Przy okazji zużyłam nietrafioną dzianinę w kolorze miodowym, która tutaj pasowała wprost idealnie.














Druga uszyta przeze mnie bluza również mi się bardzo podoba, a chyba jeszcze bardziej podoba się nowej właścicielce. Ogromną radość sprawia jej również to, że jest ona unikalna. 
Krojąc tę bluzę skroiłam również następną dla siebie, ale od trzech tygodni nie miałam czasu na szycie dzianin. Ostatni tydzień upłyną mi pod znakiem wspólnego patchworkowego szycia, ale o tym będzie w kolejnym poście.






















niedziela, 27 czerwca 2021

Locorotondo, czyli frywolna włoska przygoda

Pod koniec listopada ubiegłego roku Ewa Wasyliszyn zaprosiła mnie do testowania jednego z wzorów do jej nowej książki. To było dla mnie ogromne wyróżnienie, zwłaszcza, że w ostatnich latach nie sięgam po czółenko zbyt często. Nie znałam wówczas koncepcji książki i nie wiedziałam, że wzory będą skojarzone z podróżami. Póżniej przekonałam się, że kolory serwetek opisanych w książce zostały zaczerpnięte z kolorystyki zdjęcia z podróży. Serwetka, którą testowałam została przypisana do podróży do włoskiego miasteczka Locorotondo. O tym z jakim miejscem jest skojarzona, dowiedziałam się z chwilą otrzymania mojego egzemplarza książki, która ukazała się w kwietniu.











Książka "Kolory frywolitki - podróże" jest już drugim tytułem popełnionym przez Ewę i podobnie, jak jej pierwsza książka prezentuje 20 wzorów serwetek. Zainteresowani więcej informacji na ten temat znajdą tutaj.
Jestem również pełna podziwu dla autorki, która jest jednocześnie wydawcą swoich książek. To dobra alternatywa dla tych, którzy nie chcą iść na kompromis z wydawnictwami. Dzięki temu książka wygląda dokładnie tak, jak autorka sobie wymarzyła. Korzystając z okazji życzę autorce kolejnych kolorowych pomysłów frywolitkowych.



















Wybierając się na spotkanie z Ewą chciałam podarować jej coś, co będzie dla niej pamiątką naszej współpracy. Postawiłam na coś praktycznego, czyli małą torebkę na spacer. Uważni czytelnicy mojego bloga wiedzą, że podobna torebka już się tutaj pojawiła i to nawet dwa razy. Tym razem torebka zyskała na grubości, gdyż między przód i tył został wszyty wąski pasiasty pasek. 
Wybrałam tkaniny z kolekcji we wzory łowickie. Materiał w wycinankowe kwiaty ma fioletowe tło, gdyż ten kolor chyba najbardziej mi się z Ewą kojarzy.
Na tyle torebki jest kieszonka zasuwana na kryty zamek.




Torebka chyba przypadła Ewie do gustu, gdyż w czasie czterodniowego wyjazdu stale ją nosiła. Mała torebka spacerowa ma szansę zwiedzać świat, gdyż Ewa chyba lubi robić frywolitki w podróży, a przede wszystkim lubi podróżować.

Zdjęcie tego nie pokazuje, ale w środku jest cienki pasek z karabińczykiem umożliwiającym przypięcie np. kluczy itp,

Nigdy nie byłam w Locorotondo, jednak może w ślad za testowaną serwetką powinnam się wybrać na południe Włoch?
Tymczasem zrobiłam remanent w moich akcesoriach frywolitkowych i chyba będzie się działo!